Stacy
Wreszcie wylądowałyśmy. Zsunęła sobie słuchawki na szyję i chwyciłam za swoją torbę. Spojrzałam jeszcze na siostrę, która zmarnowana ciągle była wbita jeszcze w siedzenie. Teraz będzie użalać się nad sobą i swoim losem.
- Kath ! Rusz tyłek, zaczynasz nowe życie, mogłabyś nabrać trochę tępa - wywróciłam oczami. Zawsze powolna i spokojna, nie wiem jak to możliwe, że jesteśmy siostrami i to bliźniaczkami, skoro nie mamy ze sobą nic wspólnego. Wyszłyśmy z samolotu i ruszyłyśmy do kolejnych bramek, a potem po bagaże. Właściwie wszystko szybko minęło, więc po chwili mogłyśmy już wychodzić z lotniska. Deszcz. Świetnie.
- Masz ten adres ? - spytałam, spoglądając na swoją siostrę. Wyciągnęłam papierosy z plecaka i wsadziłam sobie jednego do ust.
- Mam, przecież ty nie mogłaś zabrać nawet głupie kartki z adresem - warknęła i zaczęła szperać w swojej torebce. Widać humorek jej dopisywał...
- Możesz tyle nie zrzędzić - pokręciłam głową i odpaliłam papierosa. Paliłam chyba od 16 roku życia, ale komu to przeszkadzało. - Tam jest taksówka - wskazałam na garbusowate, czarne auto. Zarzuciłam sobie plecak przez ramię i chwyciłam za swoją walizkę. - Ruszaj się, nie będę stała w tym deszczu - warknęłam na nią. Załadowałyśmy się do środka, mój w ogóle do mnie nie podobny sobowtór podał kartkę z adresem kierowcy i ruszyliśmy. Londyn był tak zatłoczony, że jechałyśmy 40 minut. Wreszcie kiedy dotarłyśmy na miejsce, zapłaciłyśmy za transport i zabrałyśmy swoje bagaże. Mieszkanie było w centrum miasta, co zdecydowanie jak dla mnie było ogromnym plusem, bo w końcu będę miała wszędzie w koło imprezy. Dom przypominał trochę kamienicę, czarna i z kamienia, nic specjalnego, zresztą one wszystkie w koło wyglądały dokładnie tak samo. Klucze też miała blondynka, więc grzecznie poczekałam aż je wyciągnie i po chwili byłyśmy już w środku. Mieszkanie było bardzo nowoczesne, widać starsi się postarali, wszystko było fajne oprócz tego jednego szczegółu że nie dosyłali nam już kasy. Zajęłam jeden pokój, zostawiłam walizki i wróciłam do siostry.
- Idziemy na zakupy, chodź - powiedziałam stojąc w drzwiach jej pokoju.Siedziała na swoim łóżku z miną jakby została za coś skazana. Może nie wyglądałyśmy jakbyśmy w ogóle się lubiły, ale jednak była moją siostrą i nie lubiłam kiedy tak wyglądała. Wywróciłam oczami i podeszłam do blondynki. - Podnoś te swoje seksowne cztery litery, nie będziesz tutaj siedzieć - rozkazałam i pociągnęłam ją za rękę, Chwyciłam po drodze za jakąś torbę i zabrałyśmy się do wyjścia. - Może będzie fajne, przestań się tak martwić - posłałam jej uśmiech i ruszyłam do drzwi.
Sklepów w koło nie brakowało, to na pewno nie, tak samo jak wiecznego tłumu ludzi, czy Londyńczycy nigdy nie sypiają ?! Jako, że padał deszcz, a ja na parasol tak jak moja siostra się nie kuszę, po prostu założyłam kaptur na włosy. Postawiłyśmy na sklep ulicę dalej. Tłum ludzi, przepych, ciemność i blask wszystkich światełek i bilbordów dookoła. Zaczynało padać coraz mocniej, odwróciłam się do tyłu, żeby zobaczyć gdzie podziała się moja siostra, ale upadłam na ziemię, nie nie z mojej winy !
- Patrz jak leziesz, baranie ! - warknęłam spoglądając na jakiegoś kretyna, przez którego byłam cała mokra. - Idiota ! - spojrzałam na niego i wściekła ruszyłam do sklepu, gdzie pod drzwiami stała już Kath.
- Co z Tobą ? - spytała mierząc mnie od dołu całą mokrą.
- Kretyńscy londyńczycy - burknęłam i weszłam do sklepu. Ściągnęłam kaptur z głowy i znowu to samo, tym razem ktoś połasił się na to by mnie złapać.
- Łapy przy sobie i patrz jak leziesz ! - zdecydowanie mój humor się pogorszył. Spojrzałam na chłopaka i zabrałam od siebie jego zimne łapska.
- Przepraszam, nie zauważyłem - uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
- To trzeba było zauważyć ! Walnięci brytole ! - burknęłam.
- Stacy, chodź już ! - usłyszałam z przodu swoją siostrę, więc ruszyłam przed siebie. Zakupy trochę nam zajęły, no ale przecież miałyśmy pustą lodówkę, a połapać się w sklepie nie było łatwo za pierwszym razem. Kiedy już skończyłyśmy wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i ruszyłam na górę prosto do łazienki i pod prysznic. Męczący dzień.
_____________________________________
From StylesGirl : Rozdział mi się nie podoba, ale miałam przerwę dość długą, więc mam nadzieję, że następny wyjdzie mi lepiej. W każdym razie cieszę się, że blog powstał, poprzedni co prawda zaczął się w tym samym składzie, skończył w innym, ale mam nadzieję, że ten wypali i będzie ok :)
xoxo
Sklepów w koło nie brakowało, to na pewno nie, tak samo jak wiecznego tłumu ludzi, czy Londyńczycy nigdy nie sypiają ?! Jako, że padał deszcz, a ja na parasol tak jak moja siostra się nie kuszę, po prostu założyłam kaptur na włosy. Postawiłyśmy na sklep ulicę dalej. Tłum ludzi, przepych, ciemność i blask wszystkich światełek i bilbordów dookoła. Zaczynało padać coraz mocniej, odwróciłam się do tyłu, żeby zobaczyć gdzie podziała się moja siostra, ale upadłam na ziemię, nie nie z mojej winy !
- Patrz jak leziesz, baranie ! - warknęłam spoglądając na jakiegoś kretyna, przez którego byłam cała mokra. - Idiota ! - spojrzałam na niego i wściekła ruszyłam do sklepu, gdzie pod drzwiami stała już Kath.
- Co z Tobą ? - spytała mierząc mnie od dołu całą mokrą.
- Kretyńscy londyńczycy - burknęłam i weszłam do sklepu. Ściągnęłam kaptur z głowy i znowu to samo, tym razem ktoś połasił się na to by mnie złapać.
- Łapy przy sobie i patrz jak leziesz ! - zdecydowanie mój humor się pogorszył. Spojrzałam na chłopaka i zabrałam od siebie jego zimne łapska.
- Przepraszam, nie zauważyłem - uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
- To trzeba było zauważyć ! Walnięci brytole ! - burknęłam.
- Stacy, chodź już ! - usłyszałam z przodu swoją siostrę, więc ruszyłam przed siebie. Zakupy trochę nam zajęły, no ale przecież miałyśmy pustą lodówkę, a połapać się w sklepie nie było łatwo za pierwszym razem. Kiedy już skończyłyśmy wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i ruszyłam na górę prosto do łazienki i pod prysznic. Męczący dzień.
_____________________________________
From StylesGirl : Rozdział mi się nie podoba, ale miałam przerwę dość długą, więc mam nadzieję, że następny wyjdzie mi lepiej. W każdym razie cieszę się, że blog powstał, poprzedni co prawda zaczął się w tym samym składzie, skończył w innym, ale mam nadzieję, że ten wypali i będzie ok :)
xoxo