Stacy
Zabrałam torebkę, zamknęłam dom i zapakowałyśmy się do samochodu. Spojrzałam na siostrę, która była ślepo zapatrzona przed siebie. Była przerażona, nie dało się tego nie zauważyć, sama się bałam, chociaż to nie ja miałam tańczyć w klubie, to bałam się o nią.
- Wszystko będzie dobrze Kath - przełknęłam ślinę i pogłaskałam ją po kolanie. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, ale to była nasza jedyna nadzieja, znaleźć inną pracę było ciężko.
- Jedź już, chce mieć to wszystko już za sobą - westchnęła, a oczy momentalnie się jej zaszkliły. Jednak odwróciła głową i głęboko odetchnęła.
Wsadziłam kluczyk do stacyjki i odpaliłam silnik. Droga do klubu minęła zniewalająco szybko, chociaż jechałyśmy prawie pół godziny, bo znajdował się po drugiej stronie Londynu. Zaparkowałam samochód i obie wyszłyśmy w milczeniu. Przed wejściem stało dwóch napakowanych mężczyzn.
- A to co dwie lesbijki ? - zaśmiał się jeden.
- Goń się frajerze, a wy to co dwójka gejów ? - skrzywiłam się i już odebrało mi resztę ochoty żeby tam wejść.
- Stacy, spokojnie - złapała mnie za ramię blondynka.
- Słyszałaś koleżankę, spokojniej - warknął drugi bardziej napakowany. - Czego tutaj ? - nie rozumiałam w ogóle co ich to obchodziło, pewnie chcieli kasę za jakiś wstęp czy coś.
- Nie twój zasrany interes, na pewno nie popatrzeć - warknęłam i przepchałam się do środka. Szłam pierwsza, a kiedy otworzyłam drzwi obeszło mnie gorąco, które biło aż ze środka lokalu, tak samo jak głośna muzyka, a w powietrzu unosiła się ciężka woń alkoholu. Kilka rur, wielka scena i półnagie dziewczyny na nich tańczące, a dookoła pełno śliniących się, obleśnych facetów w przeróżnym wieku. Kilka dziewczyn poruszało się pomiędzy nimi, pewnie żeby dostać większe napiwki, kilka innych roznosiło drinki. Nie wiem ile im płacili, ale patrząc na niektóre miałam wrażenie, że mają ciężej niż te wyginające się lale. Co przeszła, to ją klepnął po tyłku, złapał za coś, aż robiło mi się nie dobrze.
- Chodź Kath - pociągnęłam ją za rękę i ruszyłam w stronę baru. - Jest szef ? - zaczepiłam jedną z kelnerek, która wyglądała na zdziwioną widząc dziewczynę, ale mało mnie to interesowało.
- U siebie - wskazała na drzwi wprost. - Póki co jeszcze sam, zapukaj dwa razy i możesz wejść, ale na waszym miejscu dwa razy bym się zastanowiła zanim przyjęła prace - wyglądała na niewiele starszą od nas, może koło 20 więcej na pewno nie, w oczach było widać wstyd, że w ogóle jest w takim miejscu, poczułam pewnego rodzaju współczucie, ale przez chwilę ogarnął mnie jeszcze większy strach. Złapałam siostrę za rękę i lekko uśmiechnęłam się do rudej dziewczyny, po czym ruszyłam do drzwi na które wskazała. Zapukałam w nie dwa razy jak mówiła i weszłam do środka razem z Kathrine.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy... rozumiem, że w sprawie pracy - uśmiechnął się pogardliwie. Nie wierzyłam, że kiedyś w ogóle będę stała w takim miejscu, a jeszcze prosiła o robotę.
- Tak - wskazał na krzesełka przy swoim biurku, więc obie usiadłyśmy. - Znajdzie się coś ? - zapytałam, chociaż coś w środku krzyczało we mnie żeby jednak powiedział nie.
- To zależy co potraficie - zaśmiał się, on chyba nie miał szacunku do żadnej swojej pracownicy.
- Kathrine tańczy - wycedziłam przez zęby, chociaż nie byłam pewna czy powinnam.
- Ile macie lat ? - to już uważałam za zbędne.
- 18 - wzruszyłam ramionami, bo nie rozumiałam co to za różnica.
- Trochę młode, aż dziwne, że zaczynacie od takich miejsc, nie wiem czy się nadacie, nawet jak da sobie radę na scenie, to tutaj trzeba mieć mocną psychikę, nie biorę byle gówniary z ulicy, która po wejściu rozpłacze się jak pięciolatka, potrzebuję kogoś z dystansem żeby nie brała wszystkiego do siebie, ma pokazywać że jest zadowolona z każdego swojego ruchu, a nawet jeśli któryś klepnie ją po tyłku nie może zrobić niczego złego - nachylił się do przodu, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Da sobie radę, to silna dziewczyna, nie jedno już w życiu przeżyłyśmy i to czy jakiś śmieć złapie mnie za dupę jest już niczym, zresztą w życiu chyba ważniejsza jest kasa - zrobiłam to samo co on, a mój ton był całkowicie pewny.
- Podoba mi się, zwłaszcza co do kasy, dobra zrobimy tak, zostajecie na dzień próbny, dzisiaj do końca, czyli do 3 po wszystkim dostaniecie wiadomość, czy zobaczymy się jutro, czy nie - uśmiechnął się szyderczo i wrócił do oparcia krzesła, więc i ja zrobiłam to samo. - lala może iść się przebrać, ktoś na pewno jest w garderobie, masz 15 minut i widzę Cię na scenie, będę się kręcił i obserwował - nie zabrzmiało to dobrze, a wręcz obrzydliwie.
- Idź Kathrine, będę gdzieś tutaj cały czas - spojrzałam w jej stronę, dalej była przerażona, chociaż wiedziałam, że próbował to ukryć. Kiwnęła głową i opuściła pomieszczenie.
- To czy ty tutaj będziesz, zależy tylko od Ciebie - zaśmiał się lustrując mnie wzrokiem. Był obrzydliwy.
- Co ? Nie chce pracy, wystarczy, że Kath będzie tańczyć - pokręciłam głową.
- Ale chcesz tu zostać z nią tak, a ja nie potrzebuję intruzów - westchnął. - Słuchaj mała, skoro nie tańczysz mam jedno wolne miejsce jako kelnerka, będziesz zbierać zamówienia, szklanki i je roznosić, chyba dasz radę - poczułam się jakby zasugerował, że do niczego innego się już nie nadaję, oprócz mopa pewnie, jak jakiś śmieć. - Albo pracujesz, albo wypadasz, no chyba że.. - spojrzał na swoje krocze, a ja myślałam, że się zrzygam.
- Jesteś ohydny ! - warknęłam.
- Czyli się rozumiemy, twoja siostra powinna zacząć za pięć minut, módl się, żeby była dość dobra, nie lubię jak tracę klientów, przez jakieś zagubione dzieciaki - wstał z krzesła.
- Robisz to samo co siostrzyczka, rzecz jasna dostajesz inny strój, twoja dniówka 50 funtów, siostry 80, dzisiaj jest dzień próbny jak się sprawdzicie pracujecie od jutra, a co do napiwków, nie obchodzi mnie ile dostaniesz w stanik czy w gacie. Zaczynacie od 21, ale macie być już o 20 żeby zdążyć przed otwarciem, kończycie o 3 nad ranem, w sumie 6 godzin skarbie, powodzenia - wypchnął mnie za drzwi, a sam poszedł gdzieś w tłum. Przełknęłam ślinę i pokierowałam się do pokoju obok. Kath była już ubrana.
- Nie wiem czy dam radę - miała łzy w oczach.
- Nie mamy wyjścia, dobrze płaci, zresztą to tylko tymczasowe znajdziesz coś innego.. znajdziemy - uśmiechnęłam się smutno. Moja pierwsza robota, nie wierzyłam że zacznę od klubu ze striptizem.
- Jak to znajdziemy ? - zmarszczyła czoło.
- Nie zostawię Cie na pastwę losu z tymi bydlakami, albo laska albo praca, nie jestem głupia, dam sobie radę, gdybyś nie dawała rady po prostu zejdź ze sceny, ale pamiętaj, że nie mamy ani grosza, a nawet bak jest już pusty, w domu nie ma chleba, potrzebujemy tej kasy - cmoknęłam ją w czoło i wypuściłam, za drzwi. Sama szybko się przebrałam i spojrzałam na telefon, który dzwonił.
- Tak ? - odezwałam się do słuchawki, ale głos trochę mi drżał.
- Cześć Stacy, nie przeszkadzam ? Masz jakiś dziwny głos, coś się stało ? - w słuchawce był głos Harrego.
- Wszystko w porządku, nie mogę teraz rozmawiać, zadzwonię rano - moje oczy się zaszkliły.
- Jesteś pewna, może chcesz pogadać mogę wpaść - nie rozumiałam dlaczego tak naciskał, polubiłam go, ale nie chciałam żeby relacja uległa zmianie, potrzebowałam przyjaciela, a nie kogoś innego, aż sama się dziwiłam, że na prawdę tak myślałam.
- Nie Harry, pogadamy jutro, wiesz teraz muszę zająć się Kath, trochę źle się czuje jeszcze, możecie wpaść po południu z chłopakami, muszę kończyć, pa - zakończyłam połączenie i schowałam telefon do torebki. Spojrzałam w lustro i głęboko odetchnęłam.
- Dasz radę - powiedziałam sama do siebie i wyszłam z pomieszczenia.
____________________________________
StylesGirl : trochę na szybko, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle.
xoxo