sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 5

Katherine

    Co za głupie uczucie. Kiedy ostatnio widziałam tego chłopaka moja siostra ledwo żyła, a ja pragnęłam tylko by uciekać z tego klubu czym prędzej. Teraz było inaczej. Przyszłam tu z własnej woli, no prawie z własnej woli. Nie chciałam robić Stacy przykrości. Zresztą gdybym się nie zgodziła mogłaby odebrać to jakbym dalej była na nią zła. Tak na prawdę złość już dawno ze mnie uszła. Szatynka miała rację. Czasem byłam strasznie sztywna, ale taka była moja natura. Ona była ta żywiołowa, a ja ta ,,drętwa''.
  Przywykłam.
 Piątka chłopaków, piątka przyjaciół. Każdy przystojniak i za każdym oglądały się dziewczyny w klubie, ale tylko jeden przykuwał aż tak dużą uwagę, że dziewczyny plotkowały między sobą na jego temat.
  Zayn. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi i nawet zbytnio nie zwróciłam uwagi kiedy pozostała czwórka mi się przedstawiła. Udało mi się jednak zapamiętać ich imiona.
  Harry, Liam, Niall, Louis. 
  -Wczoraj kiepsko ze mną było, więc szczerze nawet cię nie pamiętam.- roześmiała się moja siostra siadając przy barze obok Loczka. Chłopak miał bujne loki, które niesfornie opadały mu na czoło i zielone oczy, jak dżungla.Blondynem był tylko jeden Niall, a i tak farbowanym. Skąd wiem? Odrosty. Już dość duże.
  -Nie wątpię. Musiałem wynosić cię z budynku.- do rozmowy wtrącił się szatyn. Wszyscy uczestniczyli w rozmowie prócz mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Głupio się czułam, to zdecydowanie nie było moje towarzystwo. 
  -Ziemia to Kath! Lądujesz?- spojrzałam na dłoń, którą ktoś machał mi przed twarzą. To Stacy. Patrzyła na mnie z lekką aprobatą i brwiami uniesionymi nieco wyżej.
  -Tak, tak. Po prostu ciągle myślę o... Nie ważne.- bąknęłam opierając dłonie o blat stołu. Barman podszedł do mnie i posłał szczery uśmiech. 
  - Co podać?- spytał patrząc po twarzach moich przyjaciół. Już otwierałam usta by odpowiedzieć, że nic kiedy moja siostra wystrzeliła jak z armaty.
  - Jedną krwawą Mary i jeden bezalkoholowy.- spojrzałam na nią oburzona. Miała nie pić, obiecała. A więc tak dotrzymywała składanych obietnic? Nie miałam jednak siły się z nią kłócić. Po głowie wciąż chodziły mi myśli, że nie mamy pieniędzy. Niedługo zabraknie nawet na chleb i co wtedy?
  -Nie martw się. Ja dzisiaj alkoholu do ust nie włożę.- wyszeptała mi do ucha podstawiając mi pod nos szklankę z czerwoną jak krew cieczą.  Nie chciałam protestować i po raz kolejny stać się sztywną Kath. Nie na tym miała polegać zabawa. Bałam się jednak, że moje hamulce kompletnie popuszczą, a ja będę zdolna do wszystkiego.
  -Może zatańczymy?- spyta Liam wyciągając w moim kierunku swoją dłoń. Wypiłam duszkiem cały napój i lekko krzywiąc się poszłam za nim na parkiet. Ruszaliśmy się w rytm jakiejś energetycznej piosenki ocierając się o swoje ciała. DJ zapuszczał kolejne ostre kawałki, a ja między kolejnymi tańcami z chłopakami, których w ogóle nie znałam wlewałam w siebie hektolitry alkoholu. To było coś. Czułam się wolna. Mogłam robić co chciałam, bo nikt mnie nie pilnował. Pierwszy raz w życiu. Gdzieś kątem oka dostrzegłam Stacy, która tańczyła z Zaynem. Ich taniec jednak w niczym nie przypominał mojego. Zayn nie wydawał się nią zainteresowany. Nie w takim stopniu w jakim powinien. 
  W pewnym momencie muzyka spowolniała, a ja wracając do baru natknęłam się na kolejnego chłopaka. Czarne oczy jak noc, brunet z śnieżnobiałym uśmiechem. Nie protestowałam wracając znowu na parkiet. Tym razem przywarliśmy do siebie. Ledwo stałam na nogach, może i nie wypiłam za dużo, ale w sam raz by mieć rano potężnego kaca i urwaną taśmę.
  -Jestem Drake. Drake Marwin, a ty?- nie umiałam jednak odpowiedzieć, mimo że chciałam. Język mi się plątał, a nogi uginały. Trzymałam się na nich jeszcze tylko dlatego, że on mnie podtrzymywał. 
  -Drake przystojniak...- wyszeptałam mu do ucha stając przy tym na palcach. Był wyższy o głowę. Jakimś cudem zagłębiliśmy się między tłum ludzi daleko od baru. Nawet nie wiem jak to zrobiliśmy. wszyscy znikli mi z pola widzenia, ale to dobrze.
  Poczułam coś w buzi, coś śliskiego, coś co się ruszało, a jego ruchy były powolne i zmysłowe. Język. Język Drake'a. Odwzajemniłam pocałunek przymykając oczy.  Chciałam więcej, zdecydowani. Tu i teraz. No, może nie dokładnie tu. Na chwiejnych nogach zaciągnęłam chłopaka do toalety. W sumie nie wiem czy do męskiej czy damskiej, nie spojrzałam na znaczek. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg podskoczyłam i owinęłam nogi na wysokości jego pasa. Ostatnie co pamiętam to siła uderzenia w ścianę i ból w kręgosłupie. A! I jeszcze jedno... Głośne śmiechy.
  Moje i jego.

***

     Przetarłam oczy i okręciłam się na prawy bok spoglądając na mój budzik. Dwunasta. I tak szybko jak na zapitą laskę. Mogłabym spać równie dobrze całą dobę. Głowa tak strasznie bolała. Czyżby powtórka z rozrywki? Zejdę do kuchni, poproszę o tabletkę  i zostanę zbesztana przez Stacy. Boże...
  Co ja gadam? Przez Stacy? Teraz to ja byłam na jej miejscu. Czemu się tak stoczyłam? Byłam wściekł. I jak znalazłam się u siebie w łóżku? 
  -Świetna zabawa co?- usłyszałam za plecami. Przerażona obróciłam się i ujrzałam Harry'ego. Brunet szczerzył się do mnie popijając herbatę.
- Co robisz u mnie w domu?! Jak tu wszedłeś?- wrzasnęłam nie mogą opanować strachu.
  -Na stoliku nocnym leży tabletka i woda. Połknij zanim ból narośnie. Jak będziesz czegoś potrzebować to.. Lepiej żebyś nie potrzebowała. - puścił mi oczko po czym wyszedł. Co się wczoraj wydarzyło? Czy ja na prawdę przespałam się z tym chłopakiem? Przespałam to chyba źle powiedziane. Jeśli w między czasie nie zemdlałam to powinnam to nazwać ,, daniem się przelecieć''. 
   Połknęłam tabletkę jak najszybciej po czym powoli wstałam. Bolało. Mimo wszystko. W życiu nie miałam kaca. Nim się zorientowałam pognało mnie do łazienki. Niestety, ale ktoś ją zajmował, a ja nie umiałam powstrzymać odruchu i zwymiotowałam prosto pod drzwiami. Upadłam na kolana i przeturlałam się pod ścianę obok. Co za gówno. Co ja najlepszego zrobiłam. Dałam się upić. Nie... Ja sama się upiłam jak ta idiotka. Wplotłam palce w swoje włosy i mocno za nie pociągnęłam w tył.
  - Wszyscy są na dole, jakbyś chciała dołączyć do nas. Tylko najpierw ogarnij te rzygi.- odezwała się Stacy omijając mnie i schodząc po schodach. Na szczęście ona nie była na mnie zła.
  Nie zdążyłam nawet zapytać co tu robi Harry, a ona już głośno się śmiała w salonie. Zapewne w jego towarzystwie. Uprzątnęłam trochę podłogę po czym zeszłam do reszty. W salonie siedział Harry, Niall i Zayn oraz oczywiście Stacy. Kiedy tylko weszłam od razu ich śmiechy umilkły, a spojrzenia zostały utkwione prosto we mnie.
  -Cześć...- bąknęłam tylko siadając na fotelu i łapiąc za świeżą gazetę. Chciałam rozejrzeć się za pracą, bo ktoś musiał, ale oni nie dawali mi spokoju. Ani jedno słowo nie padło przez dziesięć minut. - Co w ogóle wczoraj robiłam?- spytałam w końcu.
  -Nie wiem. Nie wchodziłam za tobą do męskiej toalety, ale podejrzewam że nawet nie pamiętasz jak tam się znalazłaś. Ba! Ty nawet nie pamiętasz jak weszłaś do klubu. Prawda?- okey. Stacy miała rację. Przez chwilę miałam ochotę zgrywać taką, która nie pamięta całego wieczoru, ale najwidoczniej mój plan legł w gruzach.- Nie martw się. Nie powiem rodzicom.- i w tym momencie mnie zatkało. Co ona powiedziała?!
   -Przepraszam, że jak?- spytałam myśląc, że coś przekręciłam w jej słowach. To była kpina.
   -No wiesz... Pogadamy o tym kiedy indziej.- odparła szatynka zarzucając włosami w tył. Oparłam się o fotel. To było dziwne. Nie musiałam długo czekać na rozstrzygnięcie tej akcji. Chłopcy zmyli się po kilku minutach, a my zostałyśmy same.
   -Rodzice chyba nieźle by się wkurzyli. Nie zrozum mnie źle Kath... Ja po prostu martwię się o nas. Nie mamy kasy, a ty nie śpieszysz się do roboty. Może powinnaś rozważyć tę propozycję tancerki? Zawsze byłaś dobra w te klocki, a poza tym masz predyspozycje, pomijając wzrost.- miała rację. Musiałam iść do tego klubu. Przyjąć tę pracę. Nie było innej opcji. Nie miałyśmy z czego się utrzymać, a nic innego w tym momencie nie wpadało mi do głowy. Rodziców nie mogłam prosić o pomoc.- To nie jest szantaż. Po prostu prośba.
  -Pójdziesz tam ze mną?- spytałam zaciskając mocniej zęby z strachu. Bardzo się bałam. Sama nie wiem czego po prostu myśl, że będę musiała tam pracować mnie przerażała.
  -Jasne. To co? Kierunek klub nocny?

____
Od Babi: Em... Taki średni. Nie podoba mi się za bardzo, ale nie mam siły tego wszystkiego wymyślać na nowo. Jest jak jest, mam nadzieję, że się nie zawiedliście :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz