poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 3

      Katherine
     Usiadłam na jednym z słomianych krzeseł i upijając łyk zimnej herbaty spojrzałam spod rzęs na siostrę. Zawsze zazdrościłam jej urody i tego co sobą reprezentowała. Ciężko było jej dorównać w kwestii wyglądu. Zawsze wiedziała co zrobić by podobać się chłopcom, jak flirtować. A jej oczy hipnotyzowały i przyciągały jak dwa magnesiki. Przy niej byłam tylko zwykłą kujonicą z okolicy.
  Po długich i męczących zakupach, które sprawiły, że nasze konto zostało doszczętnie wyczyszczone wreszcie mogłyśmy usiąść w miejskiej galerii i odpocząć. Siedziałyśmy w ciszy, jak zwykle zresztą, nie wiedząc o czym mamy dyskutować. Nie rozumiała czemu tak mnie boli postawa rodziców. Zawsze miałam ich za przykłady do naśladowania, a teraz... Stracili w moich oczach.
  -Patrz!- pisnęła szatynka rzucając na stolik gazetę, którą jeszcze przed momentem czytała. -  ,,Klub nocny poszukuje tancerki go-go.  Możliwość pracy od zaraz, wynagrodzenie do ustalenia.''- kiedy Stacy przeczytała ofertę myślałam, że ją spoliczkuję. Czy ona na prawdę sądziła, że dam się oglądać jakimś staruchom za marne grosze? To był cios poniżej pasa, a najgorsze było to, że po jej dzisiejszych zakupach nie mieliśmy w ogóle pieniędzy. Wiedziałam, że to podstęp by zagonić mnie do pracy.
   -Chyba żartujesz?! Mam pracować jako striptizerka?Padłaś na mózg?!- szatynka wykręciła oczyma po czym złożyła gazetę na pół.
  -Jeśli chcesz głodować i wylądować pod mostem to proszę bardzo, ale ja nie mam takiego zamiaru. Mogę nawet sypiać co noc z innym by tylko mieć dach nad głową, a ty będziesz gnić.- warknęła chowając ręce w kieszenie bluzy, którą zresztą właśnie zakupiła i opierając się o oparcie. Przez moment nawet po głowie przemaszerowała mi myśl, że ten pomysł nie jest taki znowu głupi, ale szybko otrząsnęłam się i łapiąc za gazetę zaczęłam przeglądać ogłoszenia z jakimiś normalnymi ofertami pracy.
    Mijały tak kwadranse. Stacy popijała już kolejną kawę za nasze ostatnie pieniądze, a ja przeszukiwałam oferty w prasie. Nie widziałam jednak dalszego sensu. To i tak nie miało prawa się udać.
  -I co? Możemy już wracać?- spytała szatynka podnosząc się z krzesła i oblizując ostentacyjnie swoje równe wargi.
  -Tak. Znajdę coś jutro.- wyszeptałam sama do siebie po czym szybko zgarnęłam swoje rzeczy i pognałam za siostrom, która już znikała gdzieś w tłumie ludzi.

***

     -Możesz mi powiedzieć co ty do jasnej cholery wyrabiasz?!- warknęłam do telefonu trzymanego przy uchu, zerkając co chwilę na zegar widzący na ścianie kuchni. Zamiast odpowiedzi uzyskałam jednak tylko jakieś seplenienie i głośny śmiech jakiegoś chłopaka w tle. - Stacy proszę cię...- powiedziałam już nieco łagodniej.- Możesz wrócić do mieszkania? Na prawdę się o ciebie martwię. Powiedz mi gdzie jesteś, a po ciebie przyjadę.- znowu cisza. Zresztą na co ja liczyłam? Że mi odpowie? W końcu wypiła tyle, że zapewne ledwo ustawała na nogach.
   -Evan Street dwadzieścia trzy. Klub z neonowym szyldem. Na pewno znajdziesz.- usłyszałam w słuchawce niski i przeciągliwy głos. Nawet nie dziękując nieznajomemu rozłączyłam się i wbiegłam do auta, które zafundowali nam rodzice. Komórka dzwoniła jeszcze kilka razy na sąsiednim siedzeniu i mimo, że widziałam iż dzwonią rodzice nie odbierałam. Co miałam im powiedzieć niby?
  ,,Przepraszam mamusi, ale właśnie jadę po nachlaną Stacy do klubu nocnego, gdzie zapewne przespała się z stadem goryli''? 
  To by nie przeszło. 
  -Jeśli tylko ją odnajdę to... To tak jej nagadam, że będzie leżeć i beczeć przez kilka dni.- bąknęłam do siebie wyłączając radio. Jak zwykle leciał jakiś kawałek rockowy, którego nie znosiłam. 
   Nieznajomy miał rację.
  Klub widziałam już z końca ulicy, nie dało się go przegapić. Nie wyobrażałam sobie jak mam tam wejść i ją wyciągnąć z łap tych obleśnych typków. Miałam nadzieję, że ochroniarze jakoś mi pomogą, ale oni tylko stali w przejściu i torowali mi drogę.
  -Przyjechałam po siostrę. Możecie się łaskawie rozejść?- warknęłam patrząc na dwóch mięśniaków. Obaj wydawali się być mną rozbawieni, a ja chyba zaraz posikała bym się ze strachu.
   -Oww... Siostrzyczkę zgubiłaś mała? Mogę pomóc ci ją znaleźć.- zachichotał jeden z nich. Byli ohydni, ale teraz myślałam tylko o Stacy. 
   Nagle mężczyźni się rozeszli, a pomiędzy nimi stanął chłopak nieco niższy i mniej umięśniony, za to o wiele bardziej wytatuowany. Nigdy nie miałam nic do tatuaży, ale po tym jak go zobaczyłam zaczęłam je lubić. Wyglądał nieźle, a nawet dobrze. Wtedy nie myślałam jednak racjonalnie. Korzystając z nadarzającej się okazji przebiegłam obok łysego gnojka i szatyna o ciemnych oczach jak czekolada. To dziwne, ale wtedy to właśnie te oczy nie pozwoliły mi krzyknąć gdy ktoś złapał mnie za ramię.
  -Puść ją. Ja po nią zadzwoniłem.- odezwał się chłopak po dwudziestce odpychając ode mnie mojego oprawcę. Mimo, że był od niego niższy to mnie i tak przewyższał wzrostem o dobre dwadzieścia centymetrów. Nie ma to jak mieć metr sześćdziesiąt wzrostu i być niższym od każdego.
  -Kim ty do cholery jesteś?- zapytałam czując jak ucisk na moim ramieniu zmniejsza się.
  -Powiedzmy, że wybawcą twojej siostry. Choć.- powiedział po czym schował dłonie do kieszeni spodni i wyciągnął z nich paczkę fajek. Zgrabnie otworzył pudełko i zapalił szlugę nie zważając na zakaz palenia w tym budynku.  Przeszliśmy przez zatłoczony parkiet, obok baru za którym stał uroczy blondyn i w końcu dotarliśmy do cichszego miejsca. Kiedy tylko zobaczyłam Stacy padłam przed nią na kolana i ucałowałam jej gładkie dłonie. Nie wiedziałam, że mogę się o nią aż tak bardzo martwić, ale w końcu to moja siostra, a dla mnie jest całym światem.
  -Boże... Stacy jak ty wyglądasz, coś ty z sobą zrobiła...- wyszeptałam widząc jak się chwieje na wszystkie strony.
  -Pomogę ci.- doszedł mnie głos zza pleców, a po chwili moja siostrzyczka leżała w ramionach przystojnego szatyna z blond pasemkiem na przodzie włosów.- Jestem Zayn, a ty?- spytał jeszcze kiedy już siedziałam w aucie, a moja siostra smacznie pochrapywała na tylnych siedzeniach.
  -Katherine- odparłam krótko  śpiesząc się już nieco do domu.
  -Miłego życia Katherine.

____
Od Babi: Hahahaha!! I jak? Wierzycie, że to coś wyszło spod moich palców? Właśnie wróciłam  z wycieczki, nie zdążyłam jeszcze ochłonąć po 13 godzinnej podróży autobusem, a tu już rozdział napisany:D Kocham was robaczki:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz