poniedziałek, 3 marca 2014

INFO

Cześć ! Blog został trochę zaniedbany, ale jeśli tylko będą chętni, to po takim czasie jest jednak szans na jakiś powrót :) Jeśli są chętni, wystarczy skomentować ten post, chce po prostu zobaczyć, czy jest sens i jest dla kogo pisać.. Czekam tydzień i jeśli będą chętni, to wracamy :)

xoxo

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 7

   Katherine...

    Okropne uczucie, wręcz czuję się upokorzona. Jak to możliwe, że tak szybko stoczyłam się do rangi striptizerki? Żenujące jest również to, że umiem robić to czego nigdy w życiu nie chciałam. Wiele lat ćwiczyłam i balet i taniec współczesny i to pod sporym naciskiem rodziców, ale to była chyba jedyna rzecz, którą w miarę lubiłam. Teraz, znienawidziłam. 
  Spojrzałam na Stacy. Jeszcze ona wpadła w to wszystko przeze mnie. Nie spodziewam się jednak by robiła coś czego nie robiła dotychczas. Nie jest to obelga kierowana w jej kierunku. Tym razem to wszystko są atuty. Na pewno łatwiej odnajdzie się w tym świecie niż ja. Mam tylko nadzieję, że jestem równie dobrą aktorką co tancerką. Spoglądam w prawo i dostrzegam ,,szefa''. Rzygać mi się chce na jego widok, ale co mam począć? Przechodzę przez długość sceny po drodze zahaczając niby to przypadkiem o kilku imprezowiczów, którzy znaleźli się za blisko sceny. Wykonuję kilka prostych ruchów po czym zeskakuję ze sceny. Przechadzam się między stolikami i klepię w tyłek jednego z facetów. Dopiero kiedy obraca się w moją stronę rozumiem swój błąd. Liam.
  Boże, co ja zrobiłam. Nieruchomieję i przerażona szukam reszty. Może przyszedł sam? Brunet mierzy mnie wzrokiem i już chce mnie złapać za dłoń i zatrzymać, ale za późno. Wbiegam na scenę, robię co do mnie należy po czym patrzę na zegar. Za moment będzie trzecia. Szef podchodzi do mnie i podaje mi dłoń z uśmieszkiem na ustach. Niepewnie ją chwytam. Szatyn odgarnia moje włosy do tyłu i nachyla się nad moim uchem. Szepcze krótki:
  -Zdałaś.- po czym oddala się. Widzę jak idzie w stronę Stacy, ale potem już nie kontaktuję. Kręci mi się w głowie od dymu tytoniowego i alkoholu. Szatynka podbiega do mnie i mocno mnie ściska jakby to, że dostałyśmy tę robotę było jakimś szczęściem.
  -Dopóki nie znajdę czegoś lepszego.- mówię do niej mocno ją ściskając. Serce mi pęka na myśl, że zaraz dowiedzą się wszyscy. Harry, Louis, Niall, Zayn... Oni wszyscy będą wiedzieć co robię.
   -Jasne. Damy radę. Jesteś blada jak kreda. Wszystko gra?- pyta zatroskana na co ja tylko przytakuję z sztucznym uśmieszkiem. Wychodzimy z klubu jak najszybciej i wsiadamy do auta. Już po kilku minutach jesteśmy w domu. Stacy daremnie próbuje nawiązać ze mną jakąś rozmowę. Zaraz po wejściu do mieszkania chowam się w łazience i zrzucam z siebie ciuchy. Czuję się jak szmata. Jakbym dała się wykorzystać komu popadnie. To chore, ale czuję się jakby właśnie ktoś mnie zgwałcił. Siadam naga na kafelkach w łazience i przyglądam się swojemu mizernemu odbiciu w lustrze. Co ja sobą reprezentuję tak w ogóle? Wolałam być już tą cichą myszką, która nic nie znaczy.
  -Kath?- biorę głęboki wdech słysząc głos siostry zza ściany.
  -Wszystko gra. Potrzebuję tylko wziąć prysznic i już do ciebie schodzę.- przerażony oddech Stacy znika, a kroki informują mnie, że już sobie poszła. W tym samym momencie zalewam się łzami. Nie mam prawa zadręczać jej swoim okropnym samopoczuciem.
  Biorę prysznic, ubieram się w piżamę z kotkiem po czym siadam na łóżku w pokoju Stacy i czekam. Nie wiem na co. Może liczę, że przyjdzie i sama domyśli się co mi jest, że nie chcę tam pracować i wolę iść pod most. Dwie siostry bliźniaczki, które w ogóle siebie nie rozumieją. Mija może z pół godziny kiedy ktoś wchodzi po schodach. Zerkam na zegarek i stwierdzam z niezadowoleniem, że jest już ósma rano. Nie wiem ile czasu tak na prawdę siedziałam i myślałam, ale kiedy w końcu w framudze drzwi pojawia się szatyn czuję dreszcze. To nie Liam jak bym się mogła spodziewać.
  To Zayn.
  Stoi i patrzy na mnie tylko spod gęstych rzęs. Ja by takie uzyskać musiałabym tysiąc razy malować rzęsy mascarą, a i tak było by beznadziejnie. Jego ciemne oczy stały się teraz jeszcze bardziej czekoladowe, a po kilku sekundach na jego twarzy pojawia się uśmiech. Szuka czegoś wzrokiem, a ja dopiero po dłuższej chwili orientuję się, że jestem w samej bieliźnie po tym jak z gorąca zdjęłam z siebie wszystko.
  -Pomyślałem, że może masz ochotę trochę się ze mną pomęczyć dzisiaj? Tak, wiem jest ósma rano i o tej porze normalni ludzie śpią, ale my nie jesteśmy normalni prawda?- kiedy on tak gadał do mnie bez przerwy ja zdążyłam się ubrać i w miarę ogarnąć, by nie wyglądać jak potwór.
  -Właśnie... To gdzie idziemy?- spytałam i od razu pożałowałam. Nie wiem jak to się stało, ale szybka jazda Zayn' a dała mi ogromnego kopa. Nim się obejrzałam staliśmy przed wielkim wieżowcem. Na samej górze ktoś stał i wymachiwał do nas obiema rękami. Pisnęłam przerażona widząc jak spada w dół głośno krzycząc. Momentalnie przylgnęłam do przyjaciela i zacisnęłam swoje dłonie na jego koszulce.
  -Spokojnie. To tylko skoki na bandżi. Jest całkiem bezpieczny.-dopiero teraz pojęłam, że Zayn nie wie. Może Liam nie zdążył mu powiedzieć, a może dał mi szansę samej się przyznać?
  -Nie jestem tego aż tak pewna. Nie wejdę tam.- zaparłam się robiąc krok w tył.
  -Jeśli tak to... No cóż. Trudno.- westchnął rozczarowany.- Zmuszę cię.- dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem i przerzucił mnie sobie przez ramię. Szamotałam się, ale tylko przez chwilę, a dokładniej do momentu kiedy weszliśmy do windy. Mój kolejny lęk sparaliżował mnie. Zamarłam w bez ruchu miętoląc w dłoniach tył koszulki chłopaka.
  -Jesteśmy.- powiedział pozwalając mi tym samym otworzyć oczy. Nie spodziewałam się jednak tego co zobaczyłam. Nie mówię tu o widoku, który zaparł mi dech w piersi. Nie, nie z zachwytu, ale z przerażenia. Mam lęk wysokości i nawet na moście boję się, że zlecę. Przy barierce stała dziewczyna. Co prawda była odwrócona do mnie tyłem, ale nie trudno było odgadnąć kto to.
  Stacy, a więc ta mała zołza postanowiła mnie w to wrobić. Chciała bym zsikała się tu ze strachu i to przy wszystkich chłopakach.
  -Nie! Nie podejdę.- wykrzyczałam, łapiąc się dłońmi drzwi windy. Zayn wykręcił oczyma teatralnie po czym bez większego wysiłku wziął mnie na ręce. Spanikowana zamknęłam oczy i przylgnęłam do szatyna modląc się po cichu.- Stacy! Zabiję cię!- warknęłam pomiędzy wdechami.  Usłyszałam śmiech i siostrę, która nieudolnie mnie naśladowała i przedrzeźniała. Wraz z nią śmiali się wszyscy. Wszyscy prócz Zayna i Liama. Temu drugiemu zdecydowanie nie było do śmiechu.
   Kiedy oddaliliśmy się na dość dużą odległość od reszty ekipy stanęłam na własnych nogach, ale nadal kurczowo trzymałam się rękoma Zayna.
  -Nie rób mi tego...- wyszeptałam kiedy oczy zaszkliły mi się. Stacy doskonale wiedziała czemu tak się boję, ale mimo to pozwoliła by mnie tu przyprowadzili podstępem.
  -Panikujesz. Zobaczysz jak tylko skoczysz wszystko będzie okey. Spodoba ci się.- pokręciłam przecząco głową  ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
  -Nic nie będzie dobrze. Nie pozwól im mnie zrzucić.- zaszlochałam ledwo słyszalnie. Nie zorientowałam się nawet kiedy podpięli mnie do szelek i postawili wraz z Zaynem na krawędzi budynku. Nadal gdzieś w tle słyszałam okrzyki przyjaciół.
   Pofrunęłam. Poleciałam mocno tuląc do siebie Zayna i teraz już płacząc prawdziwymi łzami. Tak okropnie się bałam. Otworzyłam oczy, ale tylko po to by spojrzeć szatynowi w twarz i zobaczyć ten strach. Dociskał mnie do siebie nie wiedząc co powiedzieć.
  -Kath czemu płaczesz? Przecież...- zaczął, ale nie dokończył. Przerwałam mu pocałunkiem. To było impulsywne, nic nie znaczyło. Miało tylko zamknąć mu usta przed kolejną serią pytań. Odepchnęłam go od siebie w momencie kiedy już lądowaliśmy na ziemi przed wieżowcem.
  -Nienawidzę cię.- warknęłam biegnąć w stronę domu.

___

Od Babi: Nie jest za długi i mało interesujący, ale co poradzić. Mi się nawet podoba choć męczyłam go i męczyłam.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 6

Stacy

Zabrałam torebkę, zamknęłam dom i zapakowałyśmy się do samochodu. Spojrzałam na siostrę, która była ślepo zapatrzona przed siebie. Była przerażona, nie dało się tego nie zauważyć, sama się bałam, chociaż to nie ja miałam tańczyć w klubie, to bałam się o nią. 
- Wszystko będzie dobrze Kath - przełknęłam ślinę i pogłaskałam ją po kolanie. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, ale to była nasza jedyna nadzieja, znaleźć inną pracę było ciężko. 
- Jedź już, chce mieć to wszystko już za sobą - westchnęła, a oczy momentalnie się jej zaszkliły. Jednak odwróciła głową i głęboko odetchnęła. 
Wsadziłam kluczyk do stacyjki i odpaliłam silnik. Droga do klubu minęła zniewalająco szybko, chociaż jechałyśmy prawie pół godziny, bo znajdował się po drugiej stronie Londynu. Zaparkowałam samochód i obie wyszłyśmy w milczeniu. Przed wejściem stało dwóch napakowanych mężczyzn. 
- A to co dwie lesbijki ? - zaśmiał się jeden. 
- Goń się frajerze, a wy to co dwójka gejów ? - skrzywiłam się i już odebrało mi resztę ochoty żeby tam wejść. 
- Stacy, spokojnie - złapała mnie za ramię blondynka. 
- Słyszałaś koleżankę, spokojniej - warknął drugi bardziej napakowany. - Czego tutaj ? - nie rozumiałam w ogóle co ich to obchodziło, pewnie chcieli kasę za jakiś wstęp czy coś. 
- Nie twój zasrany interes, na pewno nie popatrzeć - warknęłam i przepchałam się do środka. Szłam pierwsza, a kiedy otworzyłam drzwi obeszło mnie gorąco, które biło aż ze środka lokalu, tak samo jak głośna muzyka, a w powietrzu unosiła się ciężka woń alkoholu. Kilka rur, wielka scena i półnagie dziewczyny na nich tańczące, a dookoła pełno śliniących się, obleśnych facetów w przeróżnym wieku. Kilka dziewczyn poruszało się pomiędzy nimi, pewnie żeby dostać większe napiwki, kilka innych roznosiło drinki. Nie wiem ile im płacili, ale patrząc na niektóre miałam wrażenie, że mają ciężej niż te wyginające się lale. Co przeszła, to ją klepnął po tyłku, złapał za coś, aż robiło mi się nie dobrze. 
- Chodź Kath - pociągnęłam ją za rękę i ruszyłam w stronę baru. - Jest szef ? - zaczepiłam jedną z kelnerek, która wyglądała na zdziwioną widząc dziewczynę, ale mało mnie to interesowało. 
- U siebie - wskazała na drzwi wprost. - Póki co jeszcze sam, zapukaj dwa razy i możesz wejść, ale na waszym miejscu dwa razy bym się zastanowiła zanim przyjęła prace - wyglądała na niewiele starszą od nas, może koło 20 więcej na pewno nie, w oczach było widać wstyd, że w ogóle jest w takim miejscu, poczułam pewnego rodzaju współczucie, ale przez chwilę ogarnął mnie jeszcze większy strach. Złapałam siostrę za rękę i lekko uśmiechnęłam się do rudej dziewczyny, po czym ruszyłam do drzwi na które wskazała. Zapukałam w nie dwa razy jak mówiła i weszłam do środka razem z Kathrine. 
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy... rozumiem, że w sprawie pracy - uśmiechnął się pogardliwie. Nie wierzyłam, że kiedyś w ogóle będę stała w takim miejscu, a jeszcze prosiła o robotę. 
- Tak - wskazał na krzesełka przy swoim biurku, więc obie usiadłyśmy. - Znajdzie się coś ? - zapytałam, chociaż coś w środku krzyczało we mnie żeby jednak powiedział nie. 
- To zależy co potraficie - zaśmiał się, on chyba nie miał szacunku do żadnej swojej pracownicy. 
- Kathrine tańczy - wycedziłam przez zęby, chociaż nie byłam pewna czy powinnam. 
- Ile macie lat ? - to już uważałam za zbędne. 
- 18 - wzruszyłam ramionami, bo nie rozumiałam co to za różnica. 
- Trochę młode, aż dziwne, że zaczynacie od takich miejsc, nie wiem czy się nadacie, nawet jak da sobie radę na scenie, to tutaj trzeba mieć mocną psychikę, nie biorę byle gówniary z ulicy, która po wejściu rozpłacze się jak pięciolatka, potrzebuję kogoś z dystansem żeby nie brała wszystkiego do siebie, ma pokazywać że jest zadowolona z każdego swojego ruchu, a nawet jeśli któryś klepnie ją po tyłku nie może zrobić niczego złego - nachylił się do przodu, krzyżując ręce na klatce piersiowej. 
- Da sobie radę, to silna dziewczyna, nie jedno już w życiu przeżyłyśmy i to czy jakiś śmieć złapie mnie za dupę jest już niczym, zresztą w życiu chyba ważniejsza jest kasa - zrobiłam to samo co on, a mój ton był całkowicie pewny. 
- Podoba mi się, zwłaszcza co do kasy, dobra zrobimy tak, zostajecie na dzień próbny, dzisiaj do końca, czyli do 3 po wszystkim dostaniecie wiadomość, czy zobaczymy się jutro, czy nie - uśmiechnął się szyderczo i wrócił do oparcia krzesła, więc i ja zrobiłam to samo. - lala może iść się przebrać, ktoś na pewno jest w garderobie, masz 15 minut i widzę Cię na scenie, będę się kręcił i obserwował - nie zabrzmiało to dobrze, a wręcz obrzydliwie. 
- Idź Kathrine, będę gdzieś tutaj cały czas - spojrzałam w jej stronę, dalej była przerażona, chociaż wiedziałam, że próbował to ukryć. Kiwnęła głową i opuściła pomieszczenie. 
- To czy ty tutaj będziesz, zależy tylko od Ciebie - zaśmiał się lustrując mnie wzrokiem. Był obrzydliwy.
- Co ? Nie chce pracy, wystarczy, że Kath będzie tańczyć - pokręciłam głową. 
- Ale chcesz tu zostać z nią tak, a ja nie potrzebuję intruzów - westchnął. - Słuchaj mała, skoro nie tańczysz mam jedno wolne miejsce jako kelnerka, będziesz zbierać zamówienia, szklanki i je roznosić, chyba dasz radę - poczułam się jakby zasugerował, że do niczego innego się już nie nadaję, oprócz mopa pewnie, jak jakiś śmieć. - Albo pracujesz, albo wypadasz, no chyba że.. - spojrzał na swoje krocze, a ja myślałam, że się zrzygam. 
- Jesteś ohydny ! - warknęłam. 
- Czyli się rozumiemy, twoja siostra powinna zacząć za pięć minut, módl się, żeby była dość dobra, nie lubię jak tracę klientów, przez jakieś zagubione dzieciaki - wstał z krzesła. 
- Robisz to samo co siostrzyczka, rzecz jasna dostajesz inny strój, twoja dniówka 50 funtów, siostry 80, dzisiaj jest dzień próbny jak się sprawdzicie pracujecie od jutra, a co do napiwków, nie obchodzi mnie ile dostaniesz w stanik czy w gacie. Zaczynacie od 21, ale macie być już o 20 żeby zdążyć przed otwarciem, kończycie o 3 nad ranem, w sumie 6 godzin skarbie, powodzenia - wypchnął mnie za drzwi, a sam poszedł gdzieś w tłum. Przełknęłam ślinę i pokierowałam się do pokoju obok. Kath była już ubrana. 
- Nie wiem czy dam radę - miała łzy w oczach. 
- Nie mamy wyjścia, dobrze płaci, zresztą to tylko tymczasowe znajdziesz coś innego.. znajdziemy - uśmiechnęłam się smutno. Moja pierwsza robota, nie wierzyłam że zacznę od klubu ze striptizem. 
- Jak to znajdziemy ? - zmarszczyła czoło. 
- Nie zostawię Cie na pastwę losu z tymi bydlakami, albo laska albo praca, nie jestem głupia, dam sobie radę, gdybyś nie dawała rady po prostu zejdź ze sceny, ale pamiętaj, że nie mamy ani grosza, a nawet bak jest już pusty, w domu nie ma chleba, potrzebujemy tej kasy - cmoknęłam ją w czoło i wypuściłam, za drzwi. Sama szybko się przebrałam i spojrzałam na telefon, który dzwonił. 
- Tak ? - odezwałam się do słuchawki, ale głos trochę mi drżał. 
- Cześć Stacy, nie przeszkadzam ? Masz jakiś dziwny głos, coś się stało ? - w słuchawce był głos Harrego. 
- Wszystko w porządku, nie mogę teraz rozmawiać, zadzwonię rano - moje oczy się zaszkliły. 
- Jesteś pewna, może chcesz pogadać mogę wpaść - nie rozumiałam dlaczego tak naciskał, polubiłam go, ale nie chciałam żeby relacja uległa zmianie, potrzebowałam przyjaciela, a nie kogoś innego, aż sama się dziwiłam, że na prawdę tak myślałam. 
- Nie Harry, pogadamy jutro, wiesz teraz muszę zająć się Kath, trochę źle się czuje jeszcze, możecie wpaść po południu z chłopakami, muszę kończyć, pa - zakończyłam połączenie i schowałam telefon do torebki. Spojrzałam w lustro i głęboko odetchnęłam. 
- Dasz radę - powiedziałam sama do siebie i wyszłam z pomieszczenia. 
____________________________________
StylesGirl : trochę na szybko, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle.
xoxo

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 5

Katherine

    Co za głupie uczucie. Kiedy ostatnio widziałam tego chłopaka moja siostra ledwo żyła, a ja pragnęłam tylko by uciekać z tego klubu czym prędzej. Teraz było inaczej. Przyszłam tu z własnej woli, no prawie z własnej woli. Nie chciałam robić Stacy przykrości. Zresztą gdybym się nie zgodziła mogłaby odebrać to jakbym dalej była na nią zła. Tak na prawdę złość już dawno ze mnie uszła. Szatynka miała rację. Czasem byłam strasznie sztywna, ale taka była moja natura. Ona była ta żywiołowa, a ja ta ,,drętwa''.
  Przywykłam.
 Piątka chłopaków, piątka przyjaciół. Każdy przystojniak i za każdym oglądały się dziewczyny w klubie, ale tylko jeden przykuwał aż tak dużą uwagę, że dziewczyny plotkowały między sobą na jego temat.
  Zayn. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi i nawet zbytnio nie zwróciłam uwagi kiedy pozostała czwórka mi się przedstawiła. Udało mi się jednak zapamiętać ich imiona.
  Harry, Liam, Niall, Louis. 
  -Wczoraj kiepsko ze mną było, więc szczerze nawet cię nie pamiętam.- roześmiała się moja siostra siadając przy barze obok Loczka. Chłopak miał bujne loki, które niesfornie opadały mu na czoło i zielone oczy, jak dżungla.Blondynem był tylko jeden Niall, a i tak farbowanym. Skąd wiem? Odrosty. Już dość duże.
  -Nie wątpię. Musiałem wynosić cię z budynku.- do rozmowy wtrącił się szatyn. Wszyscy uczestniczyli w rozmowie prócz mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Głupio się czułam, to zdecydowanie nie było moje towarzystwo. 
  -Ziemia to Kath! Lądujesz?- spojrzałam na dłoń, którą ktoś machał mi przed twarzą. To Stacy. Patrzyła na mnie z lekką aprobatą i brwiami uniesionymi nieco wyżej.
  -Tak, tak. Po prostu ciągle myślę o... Nie ważne.- bąknęłam opierając dłonie o blat stołu. Barman podszedł do mnie i posłał szczery uśmiech. 
  - Co podać?- spytał patrząc po twarzach moich przyjaciół. Już otwierałam usta by odpowiedzieć, że nic kiedy moja siostra wystrzeliła jak z armaty.
  - Jedną krwawą Mary i jeden bezalkoholowy.- spojrzałam na nią oburzona. Miała nie pić, obiecała. A więc tak dotrzymywała składanych obietnic? Nie miałam jednak siły się z nią kłócić. Po głowie wciąż chodziły mi myśli, że nie mamy pieniędzy. Niedługo zabraknie nawet na chleb i co wtedy?
  -Nie martw się. Ja dzisiaj alkoholu do ust nie włożę.- wyszeptała mi do ucha podstawiając mi pod nos szklankę z czerwoną jak krew cieczą.  Nie chciałam protestować i po raz kolejny stać się sztywną Kath. Nie na tym miała polegać zabawa. Bałam się jednak, że moje hamulce kompletnie popuszczą, a ja będę zdolna do wszystkiego.
  -Może zatańczymy?- spyta Liam wyciągając w moim kierunku swoją dłoń. Wypiłam duszkiem cały napój i lekko krzywiąc się poszłam za nim na parkiet. Ruszaliśmy się w rytm jakiejś energetycznej piosenki ocierając się o swoje ciała. DJ zapuszczał kolejne ostre kawałki, a ja między kolejnymi tańcami z chłopakami, których w ogóle nie znałam wlewałam w siebie hektolitry alkoholu. To było coś. Czułam się wolna. Mogłam robić co chciałam, bo nikt mnie nie pilnował. Pierwszy raz w życiu. Gdzieś kątem oka dostrzegłam Stacy, która tańczyła z Zaynem. Ich taniec jednak w niczym nie przypominał mojego. Zayn nie wydawał się nią zainteresowany. Nie w takim stopniu w jakim powinien. 
  W pewnym momencie muzyka spowolniała, a ja wracając do baru natknęłam się na kolejnego chłopaka. Czarne oczy jak noc, brunet z śnieżnobiałym uśmiechem. Nie protestowałam wracając znowu na parkiet. Tym razem przywarliśmy do siebie. Ledwo stałam na nogach, może i nie wypiłam za dużo, ale w sam raz by mieć rano potężnego kaca i urwaną taśmę.
  -Jestem Drake. Drake Marwin, a ty?- nie umiałam jednak odpowiedzieć, mimo że chciałam. Język mi się plątał, a nogi uginały. Trzymałam się na nich jeszcze tylko dlatego, że on mnie podtrzymywał. 
  -Drake przystojniak...- wyszeptałam mu do ucha stając przy tym na palcach. Był wyższy o głowę. Jakimś cudem zagłębiliśmy się między tłum ludzi daleko od baru. Nawet nie wiem jak to zrobiliśmy. wszyscy znikli mi z pola widzenia, ale to dobrze.
  Poczułam coś w buzi, coś śliskiego, coś co się ruszało, a jego ruchy były powolne i zmysłowe. Język. Język Drake'a. Odwzajemniłam pocałunek przymykając oczy.  Chciałam więcej, zdecydowani. Tu i teraz. No, może nie dokładnie tu. Na chwiejnych nogach zaciągnęłam chłopaka do toalety. W sumie nie wiem czy do męskiej czy damskiej, nie spojrzałam na znaczek. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg podskoczyłam i owinęłam nogi na wysokości jego pasa. Ostatnie co pamiętam to siła uderzenia w ścianę i ból w kręgosłupie. A! I jeszcze jedno... Głośne śmiechy.
  Moje i jego.

***

     Przetarłam oczy i okręciłam się na prawy bok spoglądając na mój budzik. Dwunasta. I tak szybko jak na zapitą laskę. Mogłabym spać równie dobrze całą dobę. Głowa tak strasznie bolała. Czyżby powtórka z rozrywki? Zejdę do kuchni, poproszę o tabletkę  i zostanę zbesztana przez Stacy. Boże...
  Co ja gadam? Przez Stacy? Teraz to ja byłam na jej miejscu. Czemu się tak stoczyłam? Byłam wściekł. I jak znalazłam się u siebie w łóżku? 
  -Świetna zabawa co?- usłyszałam za plecami. Przerażona obróciłam się i ujrzałam Harry'ego. Brunet szczerzył się do mnie popijając herbatę.
- Co robisz u mnie w domu?! Jak tu wszedłeś?- wrzasnęłam nie mogą opanować strachu.
  -Na stoliku nocnym leży tabletka i woda. Połknij zanim ból narośnie. Jak będziesz czegoś potrzebować to.. Lepiej żebyś nie potrzebowała. - puścił mi oczko po czym wyszedł. Co się wczoraj wydarzyło? Czy ja na prawdę przespałam się z tym chłopakiem? Przespałam to chyba źle powiedziane. Jeśli w między czasie nie zemdlałam to powinnam to nazwać ,, daniem się przelecieć''. 
   Połknęłam tabletkę jak najszybciej po czym powoli wstałam. Bolało. Mimo wszystko. W życiu nie miałam kaca. Nim się zorientowałam pognało mnie do łazienki. Niestety, ale ktoś ją zajmował, a ja nie umiałam powstrzymać odruchu i zwymiotowałam prosto pod drzwiami. Upadłam na kolana i przeturlałam się pod ścianę obok. Co za gówno. Co ja najlepszego zrobiłam. Dałam się upić. Nie... Ja sama się upiłam jak ta idiotka. Wplotłam palce w swoje włosy i mocno za nie pociągnęłam w tył.
  - Wszyscy są na dole, jakbyś chciała dołączyć do nas. Tylko najpierw ogarnij te rzygi.- odezwała się Stacy omijając mnie i schodząc po schodach. Na szczęście ona nie była na mnie zła.
  Nie zdążyłam nawet zapytać co tu robi Harry, a ona już głośno się śmiała w salonie. Zapewne w jego towarzystwie. Uprzątnęłam trochę podłogę po czym zeszłam do reszty. W salonie siedział Harry, Niall i Zayn oraz oczywiście Stacy. Kiedy tylko weszłam od razu ich śmiechy umilkły, a spojrzenia zostały utkwione prosto we mnie.
  -Cześć...- bąknęłam tylko siadając na fotelu i łapiąc za świeżą gazetę. Chciałam rozejrzeć się za pracą, bo ktoś musiał, ale oni nie dawali mi spokoju. Ani jedno słowo nie padło przez dziesięć minut. - Co w ogóle wczoraj robiłam?- spytałam w końcu.
  -Nie wiem. Nie wchodziłam za tobą do męskiej toalety, ale podejrzewam że nawet nie pamiętasz jak tam się znalazłaś. Ba! Ty nawet nie pamiętasz jak weszłaś do klubu. Prawda?- okey. Stacy miała rację. Przez chwilę miałam ochotę zgrywać taką, która nie pamięta całego wieczoru, ale najwidoczniej mój plan legł w gruzach.- Nie martw się. Nie powiem rodzicom.- i w tym momencie mnie zatkało. Co ona powiedziała?!
   -Przepraszam, że jak?- spytałam myśląc, że coś przekręciłam w jej słowach. To była kpina.
   -No wiesz... Pogadamy o tym kiedy indziej.- odparła szatynka zarzucając włosami w tył. Oparłam się o fotel. To było dziwne. Nie musiałam długo czekać na rozstrzygnięcie tej akcji. Chłopcy zmyli się po kilku minutach, a my zostałyśmy same.
   -Rodzice chyba nieźle by się wkurzyli. Nie zrozum mnie źle Kath... Ja po prostu martwię się o nas. Nie mamy kasy, a ty nie śpieszysz się do roboty. Może powinnaś rozważyć tę propozycję tancerki? Zawsze byłaś dobra w te klocki, a poza tym masz predyspozycje, pomijając wzrost.- miała rację. Musiałam iść do tego klubu. Przyjąć tę pracę. Nie było innej opcji. Nie miałyśmy z czego się utrzymać, a nic innego w tym momencie nie wpadało mi do głowy. Rodziców nie mogłam prosić o pomoc.- To nie jest szantaż. Po prostu prośba.
  -Pójdziesz tam ze mną?- spytałam zaciskając mocniej zęby z strachu. Bardzo się bałam. Sama nie wiem czego po prostu myśl, że będę musiała tam pracować mnie przerażała.
  -Jasne. To co? Kierunek klub nocny?

____
Od Babi: Em... Taki średni. Nie podoba mi się za bardzo, ale nie mam siły tego wszystkiego wymyślać na nowo. Jest jak jest, mam nadzieję, że się nie zawiedliście :)

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 4

Stacy

Obudziłam się z okropnym bólem głowy i brzucha. Przetarłam dłonią twarz i lekko się podniosłam z łóżka. Od razu poczułam jak coś chce się ze mnie wydostać więc pobiegłam do łazienki. Zwróciłam chyba cały alkohol jaki wpakowałam w siebie dzień wcześniej. Weszłam pod prysznic i szybko się odświeżyłam. Kiedy wychodziłam strasznie zakręciło mi się w głowie, ale zdążyłam się czegoś złapać. Wsunęłam na siebie jakiś dres i zeszłam na dół do kuchni. Woda, chyba tylko tego w tamtej chwili pragnęłam najbardziej na świecie, suszyło jak nigdy i jeszcze ten ból w skroniach.
- Jest coś na głowę ? - spytałam i zabrałam z lodówki butelkę wody. Po minie blondynki mogłam wnioskować, że nie była w humorze.
- Tobie to już nic nie pomorze ! - warknęła na mnie jak lwica. Nie bardzo rozumiałam o co jej chodzi, tzn nie rozumiałam, dlaczego jest taka wściekła, a nie że jej głupiego tekstu.
- Zluzuj siostra, pytam o tabletkę - zmarszczyłam czoło i usiadłam na krzesełku przy stole. Chyba lepiej nie wchodzić jej dzisiaj w drogę.
- Nie ma ! - warknęła.
- Woooow.. spokojnie okres masz, czy co ? - upiłam łyk wody z butelki.
- Jesteś kretynką Stacy ! Mogłabyś znaleźć jakąś pracę, a nie siedzieć na imprezach, zresztą ostatni raz po Ciebie przyjechałam ! - walnęła ręką w blat i zaczęła prawie krzyczeć. Była taka drętwa, że zastanawiałam się jak to możliwe, że ona jest moją siostrą, jak to możliwe, że byłyśmy spokrewnione, przecież ona była totalną nudziarą i całe dnie mogłaby spędzać przy książkach !
- Wyluzuj Katherine, wcale nie prosiłam, żebyś skądkolwiek mnie zabierała, więc to nie mój problem. Zresztą co Cie obchodzi co robię po nocy, jestem dorosła ! - co prawda ledwie skończyłam te swoje osiemnaście lat, ale sama potrafiłam zadbać o swój tyłek.
- Dorosła ? Jesteś gówniarą ! - warknęła, no takiej złej to jej dawno nie widziałam.
- Jestem starsza i zamknij się już bo głowa mnie boli, mogłabyś czasami ruszyć swoją dupę z domu, a nie siedzisz ciągle zamknięta w sobie ! Jesteś przeklętą nudziarą, która wygląda jakby bała się wyjść do ludzi, kiedy ostatnio byłaś na jakiejś imprezie ? Nie byłaś na żadnej, nawet urodziny spędzałaś te tylko z rodziną, a na imprezie w klubie pojawiłaś się tylko chwilę, na 18 urodziny ! Ja przynajmniej wiem, co to jest dobra zabawa ! - wykrzyczałam przez swoje zawalone gardło i idąc do szafki szturchnęłam jej bark. Zabrałam tabletki i wróciłam do pokoju na górę. Pół dnia przeleżałam w łóżku, nie zwracając uwagi na mój telefon, który ciągle wydzwaniał i przychodziły na niego jakieś dziwne smsy.. chyba trochę wczoraj przesadziłam. Przebrała się w coś bardziej przyzwoitego niż dres i postanowiłam wyjść na jakiś spacer. Zabrałam telefon i torebkę, nałożyłam okulary na nos, po czym zeszłam na dół. Blondynka siedziała na kanapie, dość przybita.
- Wychodzę, wrócę koło 10 - rzuciłam w jej stronę, ale nawet nie drgnęła.Oglądała jakieś głupie telenowele, zawsze tak robiła jak coś ją gryzło, albo ktoś sprawił jej przykrość. - Chcesz iść ze mną ? - spytałam, bo w końcu wiedziałam, że to przeze mnie, może trochę przesadziłam. - Boże, dlaczego istnieje coś takiego jak sumienie.. - powiedziałam zrezygnowana mówiąc jakby do sufitu. Odetchnęłam i podeszłam bliżej kanapy. - Katherine.. - wstała bez słowa i poszła na górę. - Zajebiście.. - rzuciłam telefon i torebkę na kanapę i poszłam za nią. - Daj spokój, przecież nie mówiłam serio.. - drzwi były zamknięte, ale podeszłam do nich i gadałam przez nie, jak zwykle zresztą wyszło, że wszystko to moja wina.
- Odejdź ! - wrzasnęła.
- Otwórz te pieprzone drzwi, nienawidzę kiedy mam przez nie gadać ! Przestań odwalać jakieś szopki, przecież nie chciałam - walnęłam ręką w drzwi i telefon zaczął dzwonić, miałam już tego dość, więc odebrałam.
- Czego i kto mówi ?! - warknęłam do słuchawki, nie miałam tego numeru, więc pewnie podrzuciłam jakiemuś frajerowi nawalona swój.
- Spokojnie, mała - usłyszałam jakiś głoś w słuchawce.
- Małe to możesz mieć to coś w spodniach palancie - warknęłam i zakończyłam połączenie.
- No otwórz... - usłyszałam przesunięty klucz, więc pociągnęłam za klamkę. - Ubieraj się, nie będziesz tu sama siedzieć - westchnęłam.
- Będę, daj mi spokój - wlazła na łóżko.
- Przestań Malone, nie chciałam powiedzieć nic złego, w końcu wcale tak nie myślę, chciałam powiedzieć coś co Cie zaboli, za to jak na mnie warczałaś rano.. - usiadłam obok niej.
- Udało Ci się. - wymruczała.
- Płacę już swoją karę za swoje głupie zachowanie, wcale nie uważam Cie za nudziarę, w końcu jesteś moją siostrą, coś jednak mamy wspólnego - uśmiechnęłam się .
- Nazwisko ? - spytała sarkastycznie.
- To też - zaśmiałam się.
- Przepraszam - wymruczałam przez zęby wreszcie.
- Dobra.. ja też, ale następnym razem mów gdzie wychodzisz i nie zostawiaj mnie tak samej, myślałam, że coś Ci się stało.. - cmoknęłam ją w policzek, a ona poszła się przebrać. Znowu telefon.
- Czego ty ode mnie chcesz ? - warknęłam
- Wczoraj byłaś milsza - zaśmiał się.
- Nie znam Cie koleś, więc znajdź sobie inną do gnębienia. - powiedziałam nieco spokojniej.
- Wolę zostać przy tobie, zresztą nie dzwonie tylko zapytać co u Ciebie - zmarszczyłam lekko czoło.
- Co ? - nie rozumiałam, o co mu chodzi.
- Wiesz, chciałem też zapytać o siostrę, właściwie nie ja, ale nie ważne, macie dzisiaj czas ? -
- A może byś się najpierw przedstawił - spojrzałam na Kath, która była już gotowa, więc wyszłyśmy z domu.
- Harry, to jak będzie ? - spytał
- Gdzie i o której ? - westchnęłam, pewnie gdybym odmówiła nadal męczyłby mój telefon.
- Klub ten co wczoraj, za dwie godziny, adres dostaniesz sms-em na wszelki wypadek - nie zdążyłam nic powiedzieć bo się rozłączył, a po sekundzie już miałam adres. Nie wiem co to za gość, ale trochę mnie przeraził.
- Jak po mnie wczoraj przyjechałaś, to z kimś gadałaś ? - spytałam kiedy byłyśmy już w parku.
- Tak, jakiś mulat, podał mi adres - wzruszyła ramionami.
- Pamiętasz imię ? - spytałam z ciekawości.
- Zayn - spojrzała na mnie nieco niepewnie.
- Za dwie godziny umówiłam się w klubie.. spokojnie idziesz ze mną, obiecuję, że nie będę piła.. - uśmiechnęłam się. Jako, że miałyśmy jeszcze sporo czasu to spacerowałyśmy sobie po pięknym parku, robiąc sobie zdjęcia, gadając i śmiejąc się. O dziwo czasami zdarzały  nam się przebłyski siostrzanej miłości. Po jakimś czasie wróciłyśmy do domu, zabrałyśmy auto i pojechałyśmy pod wskazany adres.
_________________________________________
Od StylesGirl : Wiem, że okropnie spóźniony i więcej tu dialogów niż opisów, ale jakoś tak jeszcze nie umiem wrócić do takiego pisania, więc powoli postaram się poprawiać.
xoxo

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 3

      Katherine
     Usiadłam na jednym z słomianych krzeseł i upijając łyk zimnej herbaty spojrzałam spod rzęs na siostrę. Zawsze zazdrościłam jej urody i tego co sobą reprezentowała. Ciężko było jej dorównać w kwestii wyglądu. Zawsze wiedziała co zrobić by podobać się chłopcom, jak flirtować. A jej oczy hipnotyzowały i przyciągały jak dwa magnesiki. Przy niej byłam tylko zwykłą kujonicą z okolicy.
  Po długich i męczących zakupach, które sprawiły, że nasze konto zostało doszczętnie wyczyszczone wreszcie mogłyśmy usiąść w miejskiej galerii i odpocząć. Siedziałyśmy w ciszy, jak zwykle zresztą, nie wiedząc o czym mamy dyskutować. Nie rozumiała czemu tak mnie boli postawa rodziców. Zawsze miałam ich za przykłady do naśladowania, a teraz... Stracili w moich oczach.
  -Patrz!- pisnęła szatynka rzucając na stolik gazetę, którą jeszcze przed momentem czytała. -  ,,Klub nocny poszukuje tancerki go-go.  Możliwość pracy od zaraz, wynagrodzenie do ustalenia.''- kiedy Stacy przeczytała ofertę myślałam, że ją spoliczkuję. Czy ona na prawdę sądziła, że dam się oglądać jakimś staruchom za marne grosze? To był cios poniżej pasa, a najgorsze było to, że po jej dzisiejszych zakupach nie mieliśmy w ogóle pieniędzy. Wiedziałam, że to podstęp by zagonić mnie do pracy.
   -Chyba żartujesz?! Mam pracować jako striptizerka?Padłaś na mózg?!- szatynka wykręciła oczyma po czym złożyła gazetę na pół.
  -Jeśli chcesz głodować i wylądować pod mostem to proszę bardzo, ale ja nie mam takiego zamiaru. Mogę nawet sypiać co noc z innym by tylko mieć dach nad głową, a ty będziesz gnić.- warknęła chowając ręce w kieszenie bluzy, którą zresztą właśnie zakupiła i opierając się o oparcie. Przez moment nawet po głowie przemaszerowała mi myśl, że ten pomysł nie jest taki znowu głupi, ale szybko otrząsnęłam się i łapiąc za gazetę zaczęłam przeglądać ogłoszenia z jakimiś normalnymi ofertami pracy.
    Mijały tak kwadranse. Stacy popijała już kolejną kawę za nasze ostatnie pieniądze, a ja przeszukiwałam oferty w prasie. Nie widziałam jednak dalszego sensu. To i tak nie miało prawa się udać.
  -I co? Możemy już wracać?- spytała szatynka podnosząc się z krzesła i oblizując ostentacyjnie swoje równe wargi.
  -Tak. Znajdę coś jutro.- wyszeptałam sama do siebie po czym szybko zgarnęłam swoje rzeczy i pognałam za siostrom, która już znikała gdzieś w tłumie ludzi.

***

     -Możesz mi powiedzieć co ty do jasnej cholery wyrabiasz?!- warknęłam do telefonu trzymanego przy uchu, zerkając co chwilę na zegar widzący na ścianie kuchni. Zamiast odpowiedzi uzyskałam jednak tylko jakieś seplenienie i głośny śmiech jakiegoś chłopaka w tle. - Stacy proszę cię...- powiedziałam już nieco łagodniej.- Możesz wrócić do mieszkania? Na prawdę się o ciebie martwię. Powiedz mi gdzie jesteś, a po ciebie przyjadę.- znowu cisza. Zresztą na co ja liczyłam? Że mi odpowie? W końcu wypiła tyle, że zapewne ledwo ustawała na nogach.
   -Evan Street dwadzieścia trzy. Klub z neonowym szyldem. Na pewno znajdziesz.- usłyszałam w słuchawce niski i przeciągliwy głos. Nawet nie dziękując nieznajomemu rozłączyłam się i wbiegłam do auta, które zafundowali nam rodzice. Komórka dzwoniła jeszcze kilka razy na sąsiednim siedzeniu i mimo, że widziałam iż dzwonią rodzice nie odbierałam. Co miałam im powiedzieć niby?
  ,,Przepraszam mamusi, ale właśnie jadę po nachlaną Stacy do klubu nocnego, gdzie zapewne przespała się z stadem goryli''? 
  To by nie przeszło. 
  -Jeśli tylko ją odnajdę to... To tak jej nagadam, że będzie leżeć i beczeć przez kilka dni.- bąknęłam do siebie wyłączając radio. Jak zwykle leciał jakiś kawałek rockowy, którego nie znosiłam. 
   Nieznajomy miał rację.
  Klub widziałam już z końca ulicy, nie dało się go przegapić. Nie wyobrażałam sobie jak mam tam wejść i ją wyciągnąć z łap tych obleśnych typków. Miałam nadzieję, że ochroniarze jakoś mi pomogą, ale oni tylko stali w przejściu i torowali mi drogę.
  -Przyjechałam po siostrę. Możecie się łaskawie rozejść?- warknęłam patrząc na dwóch mięśniaków. Obaj wydawali się być mną rozbawieni, a ja chyba zaraz posikała bym się ze strachu.
   -Oww... Siostrzyczkę zgubiłaś mała? Mogę pomóc ci ją znaleźć.- zachichotał jeden z nich. Byli ohydni, ale teraz myślałam tylko o Stacy. 
   Nagle mężczyźni się rozeszli, a pomiędzy nimi stanął chłopak nieco niższy i mniej umięśniony, za to o wiele bardziej wytatuowany. Nigdy nie miałam nic do tatuaży, ale po tym jak go zobaczyłam zaczęłam je lubić. Wyglądał nieźle, a nawet dobrze. Wtedy nie myślałam jednak racjonalnie. Korzystając z nadarzającej się okazji przebiegłam obok łysego gnojka i szatyna o ciemnych oczach jak czekolada. To dziwne, ale wtedy to właśnie te oczy nie pozwoliły mi krzyknąć gdy ktoś złapał mnie za ramię.
  -Puść ją. Ja po nią zadzwoniłem.- odezwał się chłopak po dwudziestce odpychając ode mnie mojego oprawcę. Mimo, że był od niego niższy to mnie i tak przewyższał wzrostem o dobre dwadzieścia centymetrów. Nie ma to jak mieć metr sześćdziesiąt wzrostu i być niższym od każdego.
  -Kim ty do cholery jesteś?- zapytałam czując jak ucisk na moim ramieniu zmniejsza się.
  -Powiedzmy, że wybawcą twojej siostry. Choć.- powiedział po czym schował dłonie do kieszeni spodni i wyciągnął z nich paczkę fajek. Zgrabnie otworzył pudełko i zapalił szlugę nie zważając na zakaz palenia w tym budynku.  Przeszliśmy przez zatłoczony parkiet, obok baru za którym stał uroczy blondyn i w końcu dotarliśmy do cichszego miejsca. Kiedy tylko zobaczyłam Stacy padłam przed nią na kolana i ucałowałam jej gładkie dłonie. Nie wiedziałam, że mogę się o nią aż tak bardzo martwić, ale w końcu to moja siostra, a dla mnie jest całym światem.
  -Boże... Stacy jak ty wyglądasz, coś ty z sobą zrobiła...- wyszeptałam widząc jak się chwieje na wszystkie strony.
  -Pomogę ci.- doszedł mnie głos zza pleców, a po chwili moja siostrzyczka leżała w ramionach przystojnego szatyna z blond pasemkiem na przodzie włosów.- Jestem Zayn, a ty?- spytał jeszcze kiedy już siedziałam w aucie, a moja siostra smacznie pochrapywała na tylnych siedzeniach.
  -Katherine- odparłam krótko  śpiesząc się już nieco do domu.
  -Miłego życia Katherine.

____
Od Babi: Hahahaha!! I jak? Wierzycie, że to coś wyszło spod moich palców? Właśnie wróciłam  z wycieczki, nie zdążyłam jeszcze ochłonąć po 13 godzinnej podróży autobusem, a tu już rozdział napisany:D Kocham was robaczki:P

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 2

Stacy

Wreszcie wylądowałyśmy. Zsunęła sobie słuchawki na szyję i chwyciłam za swoją torbę. Spojrzałam jeszcze na siostrę, która zmarnowana ciągle była wbita jeszcze w siedzenie. Teraz będzie użalać się nad sobą i swoim losem. 
- Kath ! Rusz tyłek, zaczynasz nowe życie, mogłabyś nabrać trochę tępa - wywróciłam oczami. Zawsze powolna i spokojna, nie wiem jak to możliwe, że jesteśmy siostrami i to bliźniaczkami, skoro nie mamy ze sobą nic wspólnego. Wyszłyśmy z samolotu i ruszyłyśmy do kolejnych bramek, a potem po bagaże. Właściwie wszystko szybko minęło, więc po chwili mogłyśmy już wychodzić z lotniska. Deszcz. Świetnie. 
- Masz ten adres ? - spytałam, spoglądając na swoją siostrę. Wyciągnęłam papierosy z plecaka i wsadziłam sobie jednego do ust. 
- Mam, przecież ty nie mogłaś zabrać nawet głupie kartki z adresem - warknęła i zaczęła szperać w swojej torebce. Widać humorek jej dopisywał...
- Możesz tyle nie zrzędzić - pokręciłam głową i odpaliłam papierosa. Paliłam chyba od 16 roku życia, ale komu to przeszkadzało. - Tam jest taksówka - wskazałam na garbusowate, czarne auto. Zarzuciłam sobie plecak przez ramię i chwyciłam za swoją walizkę. - Ruszaj się, nie będę stała w tym deszczu - warknęłam na nią. Załadowałyśmy się do środka, mój w ogóle do mnie nie podobny sobowtór podał kartkę z adresem kierowcy i ruszyliśmy. Londyn był tak zatłoczony, że jechałyśmy 40 minut. Wreszcie kiedy dotarłyśmy na miejsce, zapłaciłyśmy za transport i zabrałyśmy swoje bagaże. Mieszkanie było w centrum miasta, co zdecydowanie jak dla mnie było ogromnym plusem, bo w końcu będę miała wszędzie w koło imprezy. Dom przypominał trochę kamienicę, czarna i z kamienia, nic specjalnego, zresztą one wszystkie w koło wyglądały dokładnie tak samo. Klucze też miała blondynka, więc grzecznie poczekałam aż je wyciągnie i po chwili byłyśmy już w środku. Mieszkanie było bardzo nowoczesne, widać starsi się postarali, wszystko było fajne oprócz tego jednego szczegółu że nie dosyłali nam już kasy. Zajęłam jeden pokój, zostawiłam walizki i wróciłam do siostry. 
- Idziemy na zakupy, chodź - powiedziałam stojąc w drzwiach jej pokoju.Siedziała na swoim łóżku z miną jakby została za coś skazana. Może nie wyglądałyśmy jakbyśmy w ogóle się lubiły, ale jednak była moją siostrą i nie lubiłam kiedy tak wyglądała. Wywróciłam oczami i podeszłam do blondynki. - Podnoś te swoje seksowne cztery litery, nie będziesz tutaj siedzieć - rozkazałam i pociągnęłam ją za rękę, Chwyciłam po drodze za jakąś torbę i zabrałyśmy się do wyjścia. - Może będzie fajne, przestań się tak martwić - posłałam jej uśmiech i ruszyłam do drzwi.
Sklepów  w koło nie brakowało, to na pewno nie, tak samo jak wiecznego tłumu ludzi, czy Londyńczycy nigdy nie sypiają ?! Jako, że padał deszcz, a ja na parasol tak jak moja siostra się nie kuszę, po prostu założyłam kaptur na włosy. Postawiłyśmy na sklep ulicę dalej. Tłum ludzi, przepych, ciemność i blask wszystkich światełek i bilbordów dookoła. Zaczynało padać coraz mocniej, odwróciłam się do tyłu, żeby zobaczyć gdzie podziała się moja siostra, ale upadłam na ziemię, nie nie z mojej winy !
- Patrz jak leziesz, baranie ! - warknęłam spoglądając na jakiegoś kretyna, przez którego byłam cała mokra. - Idiota ! - spojrzałam na niego i wściekła ruszyłam do sklepu, gdzie pod drzwiami stała już Kath.
- Co z Tobą ? - spytała mierząc mnie od dołu całą mokrą.
- Kretyńscy londyńczycy - burknęłam i weszłam do sklepu. Ściągnęłam kaptur z głowy i znowu to samo, tym razem ktoś połasił się na to by mnie złapać.
- Łapy przy sobie i patrz jak leziesz ! - zdecydowanie mój humor się pogorszył. Spojrzałam na chłopaka i zabrałam od siebie jego zimne łapska.
- Przepraszam, nie zauważyłem - uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
- To trzeba było zauważyć ! Walnięci brytole ! - burknęłam.
- Stacy, chodź już ! - usłyszałam z przodu swoją siostrę, więc ruszyłam przed siebie. Zakupy trochę nam zajęły, no ale przecież miałyśmy pustą lodówkę, a połapać się w sklepie nie było łatwo za pierwszym razem. Kiedy już skończyłyśmy wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i ruszyłam na górę prosto do łazienki i pod prysznic. Męczący dzień.

_____________________________________
From StylesGirl : Rozdział mi się nie podoba, ale miałam przerwę dość długą, więc mam nadzieję, że następny wyjdzie mi lepiej. W każdym razie cieszę się, że blog powstał, poprzedni co prawda zaczął się w tym samym składzie, skończył w innym, ale mam nadzieję, że ten wypali i będzie ok :)
xoxo