Katherine...
Okropne uczucie, wręcz czuję się upokorzona. Jak to możliwe, że tak szybko stoczyłam się do rangi striptizerki? Żenujące jest również to, że umiem robić to czego nigdy w życiu nie chciałam. Wiele lat ćwiczyłam i balet i taniec współczesny i to pod sporym naciskiem rodziców, ale to była chyba jedyna rzecz, którą w miarę lubiłam. Teraz, znienawidziłam.
Spojrzałam na Stacy. Jeszcze ona wpadła w to wszystko przeze mnie. Nie spodziewam się jednak by robiła coś czego nie robiła dotychczas. Nie jest to obelga kierowana w jej kierunku. Tym razem to wszystko są atuty. Na pewno łatwiej odnajdzie się w tym świecie niż ja. Mam tylko nadzieję, że jestem równie dobrą aktorką co tancerką. Spoglądam w prawo i dostrzegam ,,szefa''. Rzygać mi się chce na jego widok, ale co mam począć? Przechodzę przez długość sceny po drodze zahaczając niby to przypadkiem o kilku imprezowiczów, którzy znaleźli się za blisko sceny. Wykonuję kilka prostych ruchów po czym zeskakuję ze sceny. Przechadzam się między stolikami i klepię w tyłek jednego z facetów. Dopiero kiedy obraca się w moją stronę rozumiem swój błąd. Liam.
Boże, co ja zrobiłam. Nieruchomieję i przerażona szukam reszty. Może przyszedł sam? Brunet mierzy mnie wzrokiem i już chce mnie złapać za dłoń i zatrzymać, ale za późno. Wbiegam na scenę, robię co do mnie należy po czym patrzę na zegar. Za moment będzie trzecia. Szef podchodzi do mnie i podaje mi dłoń z uśmieszkiem na ustach. Niepewnie ją chwytam. Szatyn odgarnia moje włosy do tyłu i nachyla się nad moim uchem. Szepcze krótki:
-Zdałaś.- po czym oddala się. Widzę jak idzie w stronę Stacy, ale potem już nie kontaktuję. Kręci mi się w głowie od dymu tytoniowego i alkoholu. Szatynka podbiega do mnie i mocno mnie ściska jakby to, że dostałyśmy tę robotę było jakimś szczęściem.
-Dopóki nie znajdę czegoś lepszego.- mówię do niej mocno ją ściskając. Serce mi pęka na myśl, że zaraz dowiedzą się wszyscy. Harry, Louis, Niall, Zayn... Oni wszyscy będą wiedzieć co robię.
-Jasne. Damy radę. Jesteś blada jak kreda. Wszystko gra?- pyta zatroskana na co ja tylko przytakuję z sztucznym uśmieszkiem. Wychodzimy z klubu jak najszybciej i wsiadamy do auta. Już po kilku minutach jesteśmy w domu. Stacy daremnie próbuje nawiązać ze mną jakąś rozmowę. Zaraz po wejściu do mieszkania chowam się w łazience i zrzucam z siebie ciuchy. Czuję się jak szmata. Jakbym dała się wykorzystać komu popadnie. To chore, ale czuję się jakby właśnie ktoś mnie zgwałcił. Siadam naga na kafelkach w łazience i przyglądam się swojemu mizernemu odbiciu w lustrze. Co ja sobą reprezentuję tak w ogóle? Wolałam być już tą cichą myszką, która nic nie znaczy.
-Kath?- biorę głęboki wdech słysząc głos siostry zza ściany.
-Wszystko gra. Potrzebuję tylko wziąć prysznic i już do ciebie schodzę.- przerażony oddech Stacy znika, a kroki informują mnie, że już sobie poszła. W tym samym momencie zalewam się łzami. Nie mam prawa zadręczać jej swoim okropnym samopoczuciem.
Biorę prysznic, ubieram się w piżamę z kotkiem po czym siadam na łóżku w pokoju Stacy i czekam. Nie wiem na co. Może liczę, że przyjdzie i sama domyśli się co mi jest, że nie chcę tam pracować i wolę iść pod most. Dwie siostry bliźniaczki, które w ogóle siebie nie rozumieją. Mija może z pół godziny kiedy ktoś wchodzi po schodach. Zerkam na zegarek i stwierdzam z niezadowoleniem, że jest już ósma rano. Nie wiem ile czasu tak na prawdę siedziałam i myślałam, ale kiedy w końcu w framudze drzwi pojawia się szatyn czuję dreszcze. To nie Liam jak bym się mogła spodziewać.
To Zayn.
Stoi i patrzy na mnie tylko spod gęstych rzęs. Ja by takie uzyskać musiałabym tysiąc razy malować rzęsy mascarą, a i tak było by beznadziejnie. Jego ciemne oczy stały się teraz jeszcze bardziej czekoladowe, a po kilku sekundach na jego twarzy pojawia się uśmiech. Szuka czegoś wzrokiem, a ja dopiero po dłuższej chwili orientuję się, że jestem w samej bieliźnie po tym jak z gorąca zdjęłam z siebie wszystko.
-Pomyślałem, że może masz ochotę trochę się ze mną pomęczyć dzisiaj? Tak, wiem jest ósma rano i o tej porze normalni ludzie śpią, ale my nie jesteśmy normalni prawda?- kiedy on tak gadał do mnie bez przerwy ja zdążyłam się ubrać i w miarę ogarnąć, by nie wyglądać jak potwór.
-Właśnie... To gdzie idziemy?- spytałam i od razu pożałowałam. Nie wiem jak to się stało, ale szybka jazda Zayn' a dała mi ogromnego kopa. Nim się obejrzałam staliśmy przed wielkim wieżowcem. Na samej górze ktoś stał i wymachiwał do nas obiema rękami. Pisnęłam przerażona widząc jak spada w dół głośno krzycząc. Momentalnie przylgnęłam do przyjaciela i zacisnęłam swoje dłonie na jego koszulce.
-Spokojnie. To tylko skoki na bandżi. Jest całkiem bezpieczny.-dopiero teraz pojęłam, że Zayn nie wie. Może Liam nie zdążył mu powiedzieć, a może dał mi szansę samej się przyznać?
-Nie jestem tego aż tak pewna. Nie wejdę tam.- zaparłam się robiąc krok w tył.
-Jeśli tak to... No cóż. Trudno.- westchnął rozczarowany.- Zmuszę cię.- dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem i przerzucił mnie sobie przez ramię. Szamotałam się, ale tylko przez chwilę, a dokładniej do momentu kiedy weszliśmy do windy. Mój kolejny lęk sparaliżował mnie. Zamarłam w bez ruchu miętoląc w dłoniach tył koszulki chłopaka.
-Jesteśmy.- powiedział pozwalając mi tym samym otworzyć oczy. Nie spodziewałam się jednak tego co zobaczyłam. Nie mówię tu o widoku, który zaparł mi dech w piersi. Nie, nie z zachwytu, ale z przerażenia. Mam lęk wysokości i nawet na moście boję się, że zlecę. Przy barierce stała dziewczyna. Co prawda była odwrócona do mnie tyłem, ale nie trudno było odgadnąć kto to.
Stacy, a więc ta mała zołza postanowiła mnie w to wrobić. Chciała bym zsikała się tu ze strachu i to przy wszystkich chłopakach.
-Nie! Nie podejdę.- wykrzyczałam, łapiąc się dłońmi drzwi windy. Zayn wykręcił oczyma teatralnie po czym bez większego wysiłku wziął mnie na ręce. Spanikowana zamknęłam oczy i przylgnęłam do szatyna modląc się po cichu.- Stacy! Zabiję cię!- warknęłam pomiędzy wdechami. Usłyszałam śmiech i siostrę, która nieudolnie mnie naśladowała i przedrzeźniała. Wraz z nią śmiali się wszyscy. Wszyscy prócz Zayna i Liama. Temu drugiemu zdecydowanie nie było do śmiechu.
Kiedy oddaliliśmy się na dość dużą odległość od reszty ekipy stanęłam na własnych nogach, ale nadal kurczowo trzymałam się rękoma Zayna.
-Nie rób mi tego...- wyszeptałam kiedy oczy zaszkliły mi się. Stacy doskonale wiedziała czemu tak się boję, ale mimo to pozwoliła by mnie tu przyprowadzili podstępem.
-Panikujesz. Zobaczysz jak tylko skoczysz wszystko będzie okey. Spodoba ci się.- pokręciłam przecząco głową ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
-Nic nie będzie dobrze. Nie pozwól im mnie zrzucić.- zaszlochałam ledwo słyszalnie. Nie zorientowałam się nawet kiedy podpięli mnie do szelek i postawili wraz z Zaynem na krawędzi budynku. Nadal gdzieś w tle słyszałam okrzyki przyjaciół.
Pofrunęłam. Poleciałam mocno tuląc do siebie Zayna i teraz już płacząc prawdziwymi łzami. Tak okropnie się bałam. Otworzyłam oczy, ale tylko po to by spojrzeć szatynowi w twarz i zobaczyć ten strach. Dociskał mnie do siebie nie wiedząc co powiedzieć.
-Kath czemu płaczesz? Przecież...- zaczął, ale nie dokończył. Przerwałam mu pocałunkiem. To było impulsywne, nic nie znaczyło. Miało tylko zamknąć mu usta przed kolejną serią pytań. Odepchnęłam go od siebie w momencie kiedy już lądowaliśmy na ziemi przed wieżowcem.
-Nienawidzę cię.- warknęłam biegnąć w stronę domu.
___
Od Babi: Nie jest za długi i mało interesujący, ale co poradzić. Mi się nawet podoba choć męczyłam go i męczyłam.
Boże, co ja zrobiłam. Nieruchomieję i przerażona szukam reszty. Może przyszedł sam? Brunet mierzy mnie wzrokiem i już chce mnie złapać za dłoń i zatrzymać, ale za późno. Wbiegam na scenę, robię co do mnie należy po czym patrzę na zegar. Za moment będzie trzecia. Szef podchodzi do mnie i podaje mi dłoń z uśmieszkiem na ustach. Niepewnie ją chwytam. Szatyn odgarnia moje włosy do tyłu i nachyla się nad moim uchem. Szepcze krótki:
-Zdałaś.- po czym oddala się. Widzę jak idzie w stronę Stacy, ale potem już nie kontaktuję. Kręci mi się w głowie od dymu tytoniowego i alkoholu. Szatynka podbiega do mnie i mocno mnie ściska jakby to, że dostałyśmy tę robotę było jakimś szczęściem.
-Dopóki nie znajdę czegoś lepszego.- mówię do niej mocno ją ściskając. Serce mi pęka na myśl, że zaraz dowiedzą się wszyscy. Harry, Louis, Niall, Zayn... Oni wszyscy będą wiedzieć co robię.
-Jasne. Damy radę. Jesteś blada jak kreda. Wszystko gra?- pyta zatroskana na co ja tylko przytakuję z sztucznym uśmieszkiem. Wychodzimy z klubu jak najszybciej i wsiadamy do auta. Już po kilku minutach jesteśmy w domu. Stacy daremnie próbuje nawiązać ze mną jakąś rozmowę. Zaraz po wejściu do mieszkania chowam się w łazience i zrzucam z siebie ciuchy. Czuję się jak szmata. Jakbym dała się wykorzystać komu popadnie. To chore, ale czuję się jakby właśnie ktoś mnie zgwałcił. Siadam naga na kafelkach w łazience i przyglądam się swojemu mizernemu odbiciu w lustrze. Co ja sobą reprezentuję tak w ogóle? Wolałam być już tą cichą myszką, która nic nie znaczy.
-Kath?- biorę głęboki wdech słysząc głos siostry zza ściany.
-Wszystko gra. Potrzebuję tylko wziąć prysznic i już do ciebie schodzę.- przerażony oddech Stacy znika, a kroki informują mnie, że już sobie poszła. W tym samym momencie zalewam się łzami. Nie mam prawa zadręczać jej swoim okropnym samopoczuciem.
Biorę prysznic, ubieram się w piżamę z kotkiem po czym siadam na łóżku w pokoju Stacy i czekam. Nie wiem na co. Może liczę, że przyjdzie i sama domyśli się co mi jest, że nie chcę tam pracować i wolę iść pod most. Dwie siostry bliźniaczki, które w ogóle siebie nie rozumieją. Mija może z pół godziny kiedy ktoś wchodzi po schodach. Zerkam na zegarek i stwierdzam z niezadowoleniem, że jest już ósma rano. Nie wiem ile czasu tak na prawdę siedziałam i myślałam, ale kiedy w końcu w framudze drzwi pojawia się szatyn czuję dreszcze. To nie Liam jak bym się mogła spodziewać.
To Zayn.
Stoi i patrzy na mnie tylko spod gęstych rzęs. Ja by takie uzyskać musiałabym tysiąc razy malować rzęsy mascarą, a i tak było by beznadziejnie. Jego ciemne oczy stały się teraz jeszcze bardziej czekoladowe, a po kilku sekundach na jego twarzy pojawia się uśmiech. Szuka czegoś wzrokiem, a ja dopiero po dłuższej chwili orientuję się, że jestem w samej bieliźnie po tym jak z gorąca zdjęłam z siebie wszystko.
-Pomyślałem, że może masz ochotę trochę się ze mną pomęczyć dzisiaj? Tak, wiem jest ósma rano i o tej porze normalni ludzie śpią, ale my nie jesteśmy normalni prawda?- kiedy on tak gadał do mnie bez przerwy ja zdążyłam się ubrać i w miarę ogarnąć, by nie wyglądać jak potwór.
-Właśnie... To gdzie idziemy?- spytałam i od razu pożałowałam. Nie wiem jak to się stało, ale szybka jazda Zayn' a dała mi ogromnego kopa. Nim się obejrzałam staliśmy przed wielkim wieżowcem. Na samej górze ktoś stał i wymachiwał do nas obiema rękami. Pisnęłam przerażona widząc jak spada w dół głośno krzycząc. Momentalnie przylgnęłam do przyjaciela i zacisnęłam swoje dłonie na jego koszulce.
-Spokojnie. To tylko skoki na bandżi. Jest całkiem bezpieczny.-dopiero teraz pojęłam, że Zayn nie wie. Może Liam nie zdążył mu powiedzieć, a może dał mi szansę samej się przyznać?
-Nie jestem tego aż tak pewna. Nie wejdę tam.- zaparłam się robiąc krok w tył.
-Jeśli tak to... No cóż. Trudno.- westchnął rozczarowany.- Zmuszę cię.- dodał po chwili z chytrym uśmieszkiem i przerzucił mnie sobie przez ramię. Szamotałam się, ale tylko przez chwilę, a dokładniej do momentu kiedy weszliśmy do windy. Mój kolejny lęk sparaliżował mnie. Zamarłam w bez ruchu miętoląc w dłoniach tył koszulki chłopaka.
-Jesteśmy.- powiedział pozwalając mi tym samym otworzyć oczy. Nie spodziewałam się jednak tego co zobaczyłam. Nie mówię tu o widoku, który zaparł mi dech w piersi. Nie, nie z zachwytu, ale z przerażenia. Mam lęk wysokości i nawet na moście boję się, że zlecę. Przy barierce stała dziewczyna. Co prawda była odwrócona do mnie tyłem, ale nie trudno było odgadnąć kto to.
Stacy, a więc ta mała zołza postanowiła mnie w to wrobić. Chciała bym zsikała się tu ze strachu i to przy wszystkich chłopakach.
-Nie! Nie podejdę.- wykrzyczałam, łapiąc się dłońmi drzwi windy. Zayn wykręcił oczyma teatralnie po czym bez większego wysiłku wziął mnie na ręce. Spanikowana zamknęłam oczy i przylgnęłam do szatyna modląc się po cichu.- Stacy! Zabiję cię!- warknęłam pomiędzy wdechami. Usłyszałam śmiech i siostrę, która nieudolnie mnie naśladowała i przedrzeźniała. Wraz z nią śmiali się wszyscy. Wszyscy prócz Zayna i Liama. Temu drugiemu zdecydowanie nie było do śmiechu.
Kiedy oddaliliśmy się na dość dużą odległość od reszty ekipy stanęłam na własnych nogach, ale nadal kurczowo trzymałam się rękoma Zayna.
-Nie rób mi tego...- wyszeptałam kiedy oczy zaszkliły mi się. Stacy doskonale wiedziała czemu tak się boję, ale mimo to pozwoliła by mnie tu przyprowadzili podstępem.
-Panikujesz. Zobaczysz jak tylko skoczysz wszystko będzie okey. Spodoba ci się.- pokręciłam przecząco głową ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem.
-Nic nie będzie dobrze. Nie pozwól im mnie zrzucić.- zaszlochałam ledwo słyszalnie. Nie zorientowałam się nawet kiedy podpięli mnie do szelek i postawili wraz z Zaynem na krawędzi budynku. Nadal gdzieś w tle słyszałam okrzyki przyjaciół.
Pofrunęłam. Poleciałam mocno tuląc do siebie Zayna i teraz już płacząc prawdziwymi łzami. Tak okropnie się bałam. Otworzyłam oczy, ale tylko po to by spojrzeć szatynowi w twarz i zobaczyć ten strach. Dociskał mnie do siebie nie wiedząc co powiedzieć.
-Kath czemu płaczesz? Przecież...- zaczął, ale nie dokończył. Przerwałam mu pocałunkiem. To było impulsywne, nic nie znaczyło. Miało tylko zamknąć mu usta przed kolejną serią pytań. Odepchnęłam go od siebie w momencie kiedy już lądowaliśmy na ziemi przed wieżowcem.
-Nienawidzę cię.- warknęłam biegnąć w stronę domu.
___
Od Babi: Nie jest za długi i mało interesujący, ale co poradzić. Mi się nawet podoba choć męczyłam go i męczyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz