Katherine
Opadłam wykończona na krzesło w przedpokoju i potarłam skronie palcami u rąk. Czułam się jak koń, który musiał wejść pod niewyobrażalnie stromą i wysoką górę, a przecież to zaledwie trzy kilometry biegu. Moja kondycja leżała i kwiczała, za to Stacy... Nawet nie mam ochoty o niej wspominać. Moja siostra bliźniaczka to samo zło, zło wcielone. Nie wiem jak coś takiego może po prostu istnieć. Ona urodziła się chyba tylko po to by zatruwać mi życie, tak przypuszczam.
-Oj kiepsko z tobą siostrzyczko, kiepsko...- zaśmiała się, chwytając w dłoń butelkę z wodą i, upijając z niej dużego łyka.
-Może, ale ja przynajmniej ukończyłam szkołę z wyróżnieniem, a nie ledwo zdałam.- odgryzłam się wytykając jej przy tym język i przechodząc obok niej jak gdyby nigdy nic. Usłyszałam tylko cichy chichot mówiący o tym, że moje gadanie zbytnio jej nie przeszkadza, a tym bardziej schlebia.
Dziwaczka...
Już miałam opuszczać pomieszczenie i poszukać w kuchni czegoś co doda mi energii, na przykład kawałek czekolady, kiedy w pokoju zjawili się rodzice. Tata złapał Stacy za przedramię, tak by nie mogła uciec, a mi wzrokiem nakazał siadać. Mama zaś już wygodnie rozsadziła się w fotelu i nerwowo uderzała stopą o podłogę. Ta mała i drobna na pozór kobieta miała w sobie tyle siły, że dałaby radę przenieść mnie do innego pokoju bez większych problemów. Tata natomiast zawsze demonstrował publicznie swoją wyższość i to, że musimy być mu posłuszne, bo inaczej... Właśnie, bo inaczej nic. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, na Stacy tym bardziej. Zawsze jej bronił, a ona była jego oczkiem w głowie. Nie miałam tego za złe nikomu, bo dzięki temu nie byłam tak bardzo pilnowana, choć gdyby mnie ktoś pilnował to i tak nic by nie znalazł. Ja w odróżnieniu od mojej imprezowej siostry zawsze odrabiałam lekcje na czas, nigdy się nie spóźniałam na umówione spotkania i pomagałam w domu, kiedy ona bawiła się wyśmienicie na imprezie u kumpla.
-Co się stało?- spytała. Rodzice nie wzywali zebrania z byle powodu, a tym bardziej nie zmuszali nas do uczestniczenia w nich.
-Powiem prosto z mostu. Dziewczyny długo myśleliśmy nad tym z mamą. Potrzebujemy odpoczynku od pracy, od problemów i częściowo też od naszych dzieci. Nie zrozumcie nas źle, ale...- może to dziwne, ale właśnie kiedy to powiedział zrozumiałam jak jego słowa brzmią. Jakbyśmy były niepotrzebne i tylko im przeszkadzały. Stacy nie wydawała się tym wszystkim jakoś zaskoczona, za to ja...
Boże... Nie będę teraz ryczeć, nie w takiej chwili. Opanuj się dziewczyno!
-Wysyłamy was do Anglii. Macie już zarezerwowany lot na jutro i wynajęte mieszkanie w Londynie. Pieniądze oczywiście damy wam na start, ale chcemy byście się usamodzielniły i znalazły pracę.- tu spojrzał znacząco na moją siostrę, która tylko prychnęła i usiadła na sofę.
-Nie sądzicie, że zachowujecie się nieodpowiedzialnie? Skończyłyśmy kilka dni temu osiemnaście lat, mamy wyjechać do Anglii nie znając tam nikogo i zacząć żyć własnym życiem? Usamodzielnić możemy się równie dobrze tutaj. Wy chcecie się nas po prostu pozbyć. Co z was za rodzice!- warknęłam wściekła i przepychając się między tatą, a fotelem mamy wbiegłam do swojego pokoju.
Nie byłam smutna, nie byłam rozżalona, ja byłam wściekła, że mogli chcieć nas wyrzucić z domu tylko po to by wypocząć. Tak nie postępują rodzice. Przynajmniej nie moi.
Wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do mojej walizki i zapięłam zamek, który dość długo się buntował. Zresztą nie dziwię się mu, ja też wolałabym tu zostać.
-Co za popieprzona sytuacja...- westchnęłam ukrywając twarz w poduszce i waląc pięściami w materac łóżka.
***
Oparłam głowę o swoją dłoń i przymknęłam lekko powieki. Chciałam choć na moment zapomnieć o tym co się działo w przeciągu ostatniego dnia. Nie wierzyłam, że to może dziać się na prawdę, że mogę siedzieć w samolocie do Londynu, do miasta które tak bardzo kiedyś pożądałam. Teraz było mi obojętne czy wyjadę tam, czy do Norwegii czy może do Włoch. Chciałam uciec jak najdalej od wyrodnych rodziców. Swoje pieniądze mogli, za przeproszeniem, włożyć sobie w dupę. Tyle im powiem, a właściwie chciałam powiedzieć przed wylotem, ale coś zabraniało mi wypowiedzieć te słowa. Może moja miłość do nich? Nie mam pojęcia, ale żałuję, że to gówno się odezwało w mojej głowie.
Nie ma to jak lecieć kilkanaście kilometrów nad ziemią i wgapiać się w chmury, które nagle znalazły się pod tobą. Kiedyś chciałam podróżować, stać się sławna i znana, a teraz chciałam po prostu zasnąć i obudzić się po drugiej stronie tęczy.
Pieprzone życie.
-Kath!- usłyszałam stłumiony głos po mojej prawej stronie. Na znak, że jej słucham jedynie mruknęłam. Zresztą co byłoby aż tak ważnego, że moja siostrzyczka zapragnęła się tym ze mną podzielić?- Mogłabyś przestać się użalać nad sobą i ogarnąć kiedy wylądujemy? Musisz załatwić sobie pracę inaczej długo nie pociągniemy, a ty myślisz tylko o sobie.
Praca. Czemu tylko ja miałam pracować z naszej dwójki? Miałam mieć na utrzymaniu tę smarkulę, która zachowuje się jak małe dziecko?
-Może sama poszukasz pracy, a nie będziesz mnie nią obarczać?- odparłam tylko w złości zaciskając dłonie w pięści.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale moje wyniki w szkole nie dały mi nawet matury i proszę cię odwal się od mojego trybu życia. Szkoda, że nie wiesz co to jest dobra zabawa. Mogłabyś kiedyś spróbować.- nie znosiłam kiedy mówiła takim głosem. Tak lekceważącym i zimnym jak lód. Czasem myślałam, że nie mam siostry tylko zimną sukę bez uczuć, ale zawsze do mnie przychodziła z problemami, z płaczem, a ja jej wszystko wybaczałam.
Dlaczego?
Bo byłam naiwna i liczyłam, że zmieni swoje życie na lepsze. A teraz znów nie miałam wyboru. Będę musiała tyrać za nas dwie by ją utrzymać.
- Daj mi już spokój... A co do lądowania. To za jakieś półgodziny. Słuchaj pilota...- bąknęłam znów wlepiając wzrok w niebo. Resztę lotu spędziłyśmy w ciszy, wyczekując aż w końcu będziemy mogły przejść po płycie lotniska. Po całym tym locie byłam wykończona i tym, że musiałam użerać się z siostrą bliźniaczką, i tym, że przede mną siedział smarkacz, który tylko wiercił się i prawie mnie opluł kiedy ryczał, i tym, iż ciągle zamartwiałam się tym, że sobie nie poradzę, ale nie miałam wyboru. Życie kazało mi dorosnąć szybciej, choć może to i lepiej? W końcu ktoś musi przytrzymać Stacy w pionie. Już idąc po ziemiach Anglii wiedziałam, że to zadanie do łatwych należeć nie będzie.
_____
Od Babi: Powiem tak. Nie jest źle, ale mogło być lepiej. Cieszę się z tego bloga i tej historii i jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie. Nie miałam pomysłu jak zacząć i chyba widać, że to trochę takie na siłę, ale nic na to teraz nie poradzę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz